Forum dyskusyjne przy FŻP

U W A G A! U W A G A !!! Nasze dyskusje przeniosły się na Facebook. Zapraszamy tu: https://www.facebook.com/groups/74795851354/
Teraz jest Pn lis 19, 2018 11:31 am

Strefa czasowa: UTC




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: SYLWETKI
PostNapisane: Pt lut 18, 2011 7:25 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Jak niemiecki burmistrz ratował Polaków i Żydów?

Obrazek
Ottomar Piper, zdjęcie z rodzinnego albumu (fot. Fot. Archiwum)

Historia o Niemcu, który ratował Żydów i Polaków przed wywózką do Generalnej Guberni mogłaby być kanwą do filmu o cichym bohaterstwie tamtych czasów i wielkiej miłości, jaka połączyła Polkę i Niemca.
W 1920 roku Ottomar ożenił się z wdową po Janie Pokorowskim, Janiną. - Dla rodziny o na wskroś polskich korzeniach musiał to być szok - mówi Bożena Boczarska. - Ona Polak, on... właściwie Niemiec! Połączyła ich jednak wielka, gorąca miłość... Janina miała z poprzedniego związku pięcioro dzieci. Do tej piątki dołączyła wkrótce dwójka wspólnych - córka Alicja i syn Heliodor.
Syn, Heliodor przymusowo wcielony do Wehrmachtu, zbiegł w trakcie walk na stronę brytyjską i w 1943 został żołnierzem II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa.

Prawdziwy przełom w jego życiu przyniósł wybuch drugiej wojny światowej. Co prawda w pierwszym odruchu, wraz z rodziną chciał wyjechać do Warszawy, ale zatrzymali go jego przyjaciele, między innymi aptekarz Wiktor Drzewiecki i ks. Józefat Jan Domagała. Czy przypuszczali, że po zajęciu Kowala przez Niemców zostanie burmistrzem miasteczka? Czy ktoś mógł przewidzieć taki scenariusz?

21 września 1939 roku Otomar Piper, ze względu na pochodzenie, wykształcenie i biegłą znajomość języka niemieckiego, został mianowany burmistrzem. Od początku okupacji zaangażował się w niesienie pomocy Żydom i Polakom, których ratował przed wywózką i aresztowaniem. Wraz z pracownikami magistratu, m.in. Hieronimem Michalskim i Józefem Paczkowskim, wystawił ponad 100 dowodów na fikcyjne nazwiska. Uprzedzał ludzi z list wysiedleńczych nie tylko z Kowala i okolic, ale też z Włocławka.

- Było to możliwe dzięki siatce tajnych współpracowników, w tym Tadeusza Pokorowskiego, mojego ojca, pasierba Ottomara Pipera oraz innych mężczyzn, między innymi z naszej bliższej i dalszej rodziny: Waldemara Jaworskiego, Michała Glonka, Leona i Aleksandra Reszelskich - twierdzi włocławianka. - Wielkim aktem bohaterstwa, którym desperacko naraził sposób swoje życie było ocalenie i przechowanie naczyń liturgicznych z kościoła parafialnego w Kowalu oraz sztandaru Ochotniczej Straży Pożarnej. Jak niesie wieść rodzinna, dziadek przechował je w bańce na mleko zanurzonej głęboko w przydomowej studni. Mieszkaliśmy wówczas w Kowalu przy ulicy Tragutta...
... vel Antoni Jasiński

Ottomar Piper pełnił funkcję burmistrza do momentu, kiedy zastąpił go sprowadzony z Rzeszy Martin Rutsch, Niemiec z krwi i kości, urodzony w Duselldorfie. Ottomar pracował jeszcze przez jakiś czas jako jego zastępca, aż wreszcie odszedł "na swoje". Założył firmę handlową. Prowadził ją do 1943 r. Nie wiedział o tym, że był już obserwowany przez informatorów gestapo. Przeszukanie w domu i w obejściu przy ul. Tragutta do którego w końcu doszło, nie przyniosło dowodów na rzecz jego działalności konspiracyjnej. Chyba Niemcy nie szukali zbyt dobrze, bo nie znaleźli dwóch skrytek, z których korzystały osoby przed przerzutem - jednej pod podłogą pokoju, drugiej - w wozowni. Ottomara Pipera zamknięto jednak, początkowo we włocławskim więzieniu, by wreszcie skazać na trzy lata odosobnienia w Sztumie. Gdy wyszedł na przepustkę w Wigilię 1944 roku, już do Sztumu nie wrócił. Ukrywał się do końca wojny... w Kowalu. Gdzie? Na ten temat są różne, sprzeczne przekazy. Natomiast wiadomo co do dnia, kiedy przekazał na ręce proboszcza tutejszej parafii naczynia liturgiczne z kościoła pw. św. Urszuli. Wkrótce potem strażacy z OSP odzyskali też ukrywany przed hitlerowcami sztandar.

Rehabilitowany w 1946 roku, Piper złożył wówczas wniosek o sądowną zmianę nazwiska. Jako Antoni Jasiński zamieszkał w Warszawie i nigdy już nie powrócił na stałe do Kowala. W stolicy pracował jako robotnik . Często jednak odwiedzał rodzinne strony. Podczas jednej z podróży do Kowala i Włocławka dostał zawału. Zmarł 14 stycznia 1969 roku we włocławskim szpitalu. Zgodnie z ostatnią prośbą, pochowano go na kowalskim cmentarzu. Na tablicy widnieje tylko jego polskie nazwisko.

W żywej pamięci Kowalan:

http://www.youtube.com/watch?v=gDgLosNCkqs

Z historii Kowala

Obrazek

Podczas gali Ottomarowi Piperowi vel Antoniemu Jasińskiemu nadano pośmiertnie tytuł Honorowego Obywatela Kowala.
Przypomniano jego sylwetkę i działalność, podkreślając, że niemieckie korzenie pozwoliły mu objęcie stanowiska okupacyjnego burmistrza Kowala, ale nie przeszkodziły we współpracy z organizacją "Grunwald".
To m.in. dzięki niemu wiele osób, poszukiwanych przez gestapo mogło uciec do Generalnej Guberni lub, dzięki meldunkowi w Kowalu, mogło podjąć w tym mieście legalną pracę.
Po rozpoczęciu przez Niemców akcji wysiedleń do Generalnej Guberni, uprzedzał ludzi, którzy znaleźli się na liście wysiedleńczej.

Z pomocą organisty Józefa Nowaka wyniósł z z kościoła pw. św. Urszuli naczynia liturgiczne oraz - z siedziby OSP jej sztandar.
Przedmioty te przechowywał przez cała okupację. W 1940 r. wstąpił do Związku Walki Zbrojnej - Armii Krajowej.
Podejrzewany o zakazaną działalność został uwieziony w przez Niemców w Sztumie, potem we Włocławku.
w Boże Narodzenie 1944 roku dostał trzydniowa przepustkę, z której już nie wrócił do więzienia. Do końca okupacji urywał się w Kowalu

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano N kwi 17, 2011 1:29 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 5 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości Żydów Polsk
PostNapisane: So lut 19, 2011 10:44 am 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Ksiądz - antysemita uratował setki Żydów

Marceli Godlewski (ur. 1865 w Turczynie niedaleko Łomży, zm. 25 grudnia 1945) – polski ksiądz katolicki, działacz endecki. Był księdzem w Parafii Wszystkich Świętych w Warszawie.

Pomógł w ucieczce z warszawskiego getta m.in. Wandzie i Krzysztofowi Zamenhofom. W lipcu 2009 r. instytut Yad Vashem przyznał mu medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Obrazek

Przed wojną namawiał do bojkotowania żydowskich sklepów.
ANTYSEMITA

Ksiądz Marceli był znanym orędownikiem postawy wyrażającej się w haśle: ..swój do swego po swoje". Pisał między innymi: "Zaiste piękne to hasło i powinno ono nam, wszystkim Polakom bez wyjątku, stale i na każdym kroku przyświecać, jeżeli nie chcemy ostatecznie, aby nasz handel rodzimy i przemysł chrześcijański w kraju całkowicie już miał być zagarnięty przez zachłanne w tym kierunku żydostwo". Jednocześnie ganił nieuczciwe praktyki "niesumiennych kupców" polskich.

Rzucał gromy na tych, co wyzbywali się majątku. "Sprzedawczykostwo mnoży się - pisał - Coraz to pisma codzienne donoszą o właścicielu ziemskim, który majątek sprzedał żydowi, to znów obywatel miejski w ręce żydowskie odstąpił posiadana kamienicę, to wreszcie korzystną dzierżawę dano żydom, choć byli na tych samych warunkach chętni do wzięcia kandydaci chrześcijanie". "Sprzedawczyków" nie tylko smagał piórem, ale też piętnował ogłaszając ich nazwiska na łamach "Wiadomości".

Miał obsesję na tle przekształcenia odradzającej się Polski w "Judeo-Polonię"

Po utworzeniu getta, przemycał na jego teren lekarstwa, wyrabiał fałszywe dokumenty i ukrywał żydowskie dzieci.
Proboszcz getta" - książka o Marcelim Godlewskim nie wyczerpuje biografii księdza z warszawskiego getta. Jej autorzy - Karol Madaj i Małgorzata Żuławik - zapowiedzieli, że pracują nad bardziej wyczerpującą publikacją o Godlewskim.

Obrazek

Książka "Proboszcz getta" została opublikowana przez IPN w czerwcu zeszłego roku, kiedy ks. Marceli Godlewski został pośmiertnie odznaczony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
Autorzy zebrali w niej przede wszystkim świadectwa Żydów z warszawskiego getta, którym ksiądz Godlewski pomagał.
Zostały one przekazane do Instytutu Yad Vashem, aby wznowić zawieszoną przez kilka lat procedurę przyznawania Godlewskiemu medalu.

Autorzy książki podkreślają, że biografia księdza Godlewskiego jest o wiele bogatsza i zasługuje na obszerniejszą i bardziej szczegółową biografię, nad którą właśnie pracują.

Obrazek

Ratował Żydów

W październiku 1940 roku Niemcy utworzyli getto warszawskie i kościół pw. Wszystkich Świętych znalazł się w jego murach, Godlewski zaangażował się w pomoc wszystkim mieszkańcom getta, nie tylko przebywającym tam katolikom pochodzenia żydowskiego.
Pomagał w przemycaniu na teren getta żywności i lekarstw, organizował też "lewe" dokumenty tożsamości. Uruchomił jadłodajnię, zorganizował przedszkole. Na terenie parafii produkowano setki fałszywych metryk, a na plebanii, ukrywała się ponad setka Żydów, m.in. wybitny bakteriolog prof. Ludwik Hirszfeld i rodzina twórcy języka esperanto Ludwika Zamenhoffa. W domu Godlewskiego w Aninie, gdzie zakonnice prowadziły sierociniec, przechowywano żydowskie dzieci.

Był osobowością

Autorzy książki "Proboszcz getta" mówią, że nie ma danych pozwalających określić, jak wielu osobom pomógł ks. Godlewski, ale było ich bardzo wiele. - Ksiądz Godlewski był bardzo bogatą osobowością, wykraczającą poza stereotypy, a jego życiorys obrazuje skomplikowanie i wielopoziomowość polsko - żydowskich relacji w XX wieku - dodają.

Ksiądz Marceli nie tylko udzielał gościny. Uruchomił także jadłodajnię, przemycał paczki żywnościowe, zorganizował przedszkole. Ale przede wszystkim narażając życie wydawał ratujące Żydów metryki chrztu oraz inne kościelne dokumenty. W ten sposób przyczynił się do uratowania od tysiąca do nawet trzech tysięcy Żydów. Brał też udział w przerzucaniu dzieci na "aryjską stronę". Według jednej z relacji miał też osobiście wynosić z terenu getta ukryte pod sutanną malutkie żydowskie dzieci.

Ludwik Hirszfeld zanotował w swoich wspomnieniach: "Prałat Godlewski. Gdy wymawiam to nazwisko, ogarnia mnie wzruszenie. Namiętność i miłość w jednej duszy. Ongiś bojowy antysemita, kapłan wojujący w piśmie i słowie. Ale gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały żar swego kapłańskiego serca poświęcił Żydom. Gdy pojawiła się jego piękna, siwa głowa, przypominająca oblicze Piotra Skargi z obrazu Matejki, w miłości i w pokorze schylały się przed nim głowy. Kochaliśmy go wszyscy: dzieci, starcy, i wyrywaliśmy go sobie na chwilkę rozmowy. A nie skąpił siebie. (...) Często przychodził do nas, by pocieszać i pokrzepiać".

Z kolei Ludwik Zaleski-Zamenhof, wnuk twórcy języka esperanto Ludwika Zamenhofa, pozostawił taką oto charakterystykę ks. Marcelego: "Był to postawny mężczyzna o siwych włosach i okrągłej, dobrej twarzy. Miał w wyglądzie coś szlachetnego".

Na koniec oddajmy jeszcze raz głos Hirszfeldowi, który zapisał następującą relację Adama Czerniakowa, tragicznego prezesa gminy żydowskiej: "Prezes opowiadał, jak się prałat rozpłakał w jego gabinecie, gdy mówili o żydowskiej niedoli, i jak się starał pomóc, i tej niedoli ulżyć. Mówił on, ile ten ksiądz, były antysemita, serca Żydom okazywał".

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano Pn kwi 18, 2011 5:10 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 17 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 12:30 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Papieski łącznik

(C) PAP/EPA

Jerzy Kluger, najdawniejszy przyjaciel papieża, Żyd i polski patriota,po wybuchu wojny Jurek z ojcem szli na wschód szukając swoich oddziałów wojskowych, mama Rozalia, siostra Stefania (zwana Tesią, mistrzyni tenisa) oraz babcia zostały w Wadowicach. Zginęły potem w Auschwitz. Obaj Klugerowie zostali aresztowani przez NKWD i znaleźli się w łagrach w tajdze. Stamtąd trafili do Armii Andersa. Jurek skończył podchorążówkę (artyleria), brał udział w kampanii włoskiej, za bitwę pod Monte Cassino został odznaczony Krzyżem Walecznych. obywatel Włoch.
[W bitwie o Monte Cassino na 850 oficerów i żołnierzy pochodzenia żydowskiego biorących w niej udział, 6 dekorowano Krzyżami Srebrnymi Orderu Wojennego Virtuti Militari, 68 otrzymało Krzyże Walecznych, a 52 Krzyże Zasługi.źródło informacji:http://www.sciaga.f2y.org/historia/zydzi-w-wojsku-polskim.php]

Obrazek Obrazek

Gdyby ktoś 70 lat temu powiedział mi, że mój kolega Lolek będzie zapraszał mnie na kolację do Watykanu, to ja bym mu powiedział, że zwariował” – Jerzy Kluger wciąż ze zdumieniem wspomina wieczór 16 października 1978 roku, kiedy świat poznał imię nowego papieża. Wiadomość o wyborze Karola Wojtyły zaskoczyła Klugera podczas wizyty u dentysty. „To mój kolega z dzieciństwa, razem chodziliśmy do szkoły” – wyjawił zdumiony. „Może załatwi ci posadę kardynała” – zażartował wówczas dentysta.

Od dwudziestu pięciu lat z zaangażowaniem i skutecznie działa na rzecz dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, polsko-żydowskiego oraz między Stolicą Apostolską a Izraelem. Walnie przyczynił się do pierwszej w dziejach wizyty papieża w synagodze w Rzymie w 1986 roku, do nawiązania stosunków dyplomatycznych między państwem watykańskim i państwem Izrael w 1994 roku, oraz do jubileuszowej pielgrzymki Jana Pawła II do Ziemi Świętej w 2000 roku.
Szczególnie doniosłą rolę odegrał w nadzwyczaj delikatnej materii: nawiązywania oficjalnych państwowych kontaktów watykańsko-izraelskich. Z dyskrecją i taktem godnymi wytrawnego zawodowego dyplomaty (którym nie jest) Jerzy Kluger - obdarzany zaufaniem przez obie strony - przez piętnaście lat pełnił tajną misję dobrych usług. Przełamywał lody nieufności, wiązał rwące się wciąż wątłe nici porozumienia, niestrudzenie mediował, tak długo łączył i poręczał, aż doprowadził do uznania Izraela przez Stolicę Apostolską.

Jedynym mandatem, który usposabiał go do tej misji, była przyjaźń z papieżem.

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano Pn kwi 18, 2011 6:16 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 5 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 12:35 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Takie rzeźby mamy obowiązek wydobywać z kamienia polskiej historii !

Matka Dzieci Holokaustu - Irena Sendler oraz Dobry Anioł Tułaczych Dzieci Polskich na Wschodzie - Hanka Ordonówna spoczywają niedaleko siebie na małym skrawku warszawskiej ziemi.

Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek

Hanka Ordonówna.Urodziła się w Warszawie, w biednej rodzinie mieszczańskiej, 25 września 1902 roku. Nazywała się Maria Anna Pietruszyńska. Jej ojciec był kolejarzem. W dzieciństwie uczęszczała do szkoły baletowej przy Teatrze Wielkim w Warszawie, a mając 16 lat rozpoczęła występy w teatrzyku kabaretowym „Sfinks”. Początki jej kariery aktorskiej były trudne, ale zapalone do tegoż zawodu młode dziewczę pokonywało wszystkie trudności, a co najważniejsze, umiało z uporem wciąż się uczyć, by wszystko wykonywać coraz lepiej. Kiedy otrzyma pseudonim artystyczny Anna Ordon, już tak będzie zawsze nazywana. Taka już pozostanie w naszej pamięci.

Szczególnie nabierze wiary w siebie, w swoje wielkie możliwości, gdy rozpocznie występy w teatrze Wesoły Ul w Lublinie. Dużo pracuje, czyta i ćwiczy. Tam zapisuje się do szkoły wieczorowej. Tam też porywa publiczność piosenkami, które do dziś ujmują za serce: „O mój rozmarynie”, „Rozkwitały pęki białych róż”, czy „Ułani, ułani”.

Jej wielka radość życia znika jednak jak bańka mydlana, gdyż teatr ów po kilku programach przestaje istnieć. Hanka Ordonówna wraca do stolicy, gdzie rozpoczyna pracę w kabarecie Miraż. Tutaj zostanie zauważona przez reżysera kabaretu Qui Pro Quo — Fryderyka Járosy'ego. To on poświęci wiele czasu, troski, aby z Hanki Ordonówny zrobić wielką aktorkę. Przejdzie wówczas wiele, bardzo wiele, ale w końcowym efekcie jej każdy występ będzie ogromnie oklaskiwany, a i recenzenci użyją znaczących słów, by na nią, jako aktorkę, zwrócić szczególną uwagę. Piosenki wykonywane przez Hankę Ordonównę stają się przebojami. Występy za granicą, również przyczyniają się do jej rozgłosu i wielkiej sławy, a występuje wówczas w Paryżu, Berlinie i w Wiedniu. Można powiedzieć, że podziwia ją ówczesny wielki świat.

Również role filmowe przyczyniają się do jej rozgłosu, a piosenka „Miłość ci wszystko wybaczy” jest popularna nawet dziś. To wszystko sprawia, że ówcześni wielcy poeci i satyrycy, jak Tuwim czy Lechoń, z ogromną satysfakcją piszą dla niej teksty. To wszystko nie zmieni jednak jej życia w jakiś szczególny sposób. Nadal będzie ono przebiegało zwyczajnie, aż któregoś dnia pozna hrabiego Michała Tyszkiewicza, zaśpiewa piosenkę ułożoną dla niej przez niego pt. „Uliczka w Barcelonie” i zostanie jego żoną. Ślub odbędzie się w kościele Świętego Krzyża w 1931 roku. Hanka Ordonówna jest więc teraz hrabiną i aktorką. Na krótki czas udaje się w różne podróże z mężem, ale wraca i nadal śpiewa, występuje w kabaretach, a także w rewii cyrkowej — gdzie jeździ konno.

Ta wytężona praca przyczynia się do powrotu choroby płuc, ale szczególna opieka męża i lekarzy powoduje szybki powrót do zdrowia naszej aktorki. Teraz rozpocznie szczególny cykl koncertów zagranicznych w Stanach Zjednoczonych. Kiedy powróci do ojczyzny, będzie wojna, bo to przecież jesień 1939 roku. Ona, tak wrażliwa osoba, nie pominie możliwości, aby zaśpiewać na pożegnanie żołnierzom wyjeżdżającym na front. Sama stara się o akordeon, bo ten śpiew — w jej pojęciu — musi być przy akompaniamencie, znajduje też akompaniatora. Teraz wszystko przeżywa bardzo ciężko, ale w końcu dociera do swojego męża, który przebywa w Wilnie, dając schronienie wielu aktorom i pisarzom z Warszawy. Ale i tu los nie zatrzyma jej na dłużej, bo oto jej mąż Michał Tyszkiewicz zostaje wywieziony w głąb Rosji, a ona również — do obozu ciężkiej pracy w Uzbekistanie.

Tam, z racji nieludzkich warunków życia, głodu, zimna i ciężkiej pracy, powraca choroba płuc. Hanka Ordonówna dociera do polskiego ośrodka w Tocku. Zorganizuje tu teatr, zacznie śpiewać, ale bardzo szybko zrozumie, że ma inną rolę do spełnienia — musi zapewnić opiekę osieroconym dzieciom wygnańców. Troską macierzyńską obejmie je teraz wszystkie — będzie im matką, szczególną opiekunką, wnikającą we wszystkie ich potrzeby. Wprawdzie w krótkim czasie, ze względu na stan zdrowia, zostaje wysłana do Taszkientu, ale już teraz wie, co ma czynić dalej, aby zlecona jej od Pana Boga misja wydała owoce.

Niespodziewane spotkanie z mężem nie przesłoni jej kontynuacji rozpoczętej misji. Wreszcie jest z polskimi sierotami w okolicach Bombaju, gdzie można żyć jak ludzie, ale teraz trzeba przeżywać straszne wspomnienia wojenne, z Pawiaka, z obozu pracy czy początki organizowania opieki nad dziećmi.

Gruźlica, która stała się teraz jej głównym problemem, przyczynia się do tego, że musiała zacząć się poważniej leczyć, opuszczając dzieci, które tak pokochała. Wraz z mężem zamieszkała w Bejrucie, dając czasem koncerty dla rodaków, malując obrazy, czy przygotowując do druku swoje piosenki, a także książkę pt. „Tułacze dzieci”.

Maria Anna Pietruszyńska Tyszkiewiczowa — Hanka Ordonówna zmarła 7 września 1950 roku w Bejrucie. Jej prochy sprowadzono do kraju w maju 1990 roku i spoczęły one w Alei Zasłużonych na Powązkach.


To nie jest tylko temat wspomnieniowy, to początek żywej Historii, która trwa w tysiącach uratowanych dziecięcych istnień.
Byłem jednym z tych dzieci, ocalonych przez Irenę Sendler. Mam teraz 69 lat...Ta historia więc wciąż trwa i będzie trwać w mych synu i wnuku..

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 1:16 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
:czytaj:

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano N kwi 17, 2011 9:42 am przez Krzysiek, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 1:41 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
CZY MNIE JESZCZE PAMIĘTASZ ???

Obrazek

polscy patrioci żydowskiego pochodzenia : ARKADY FIEDLER

Obrazek

ARKADY FIEDLER Wybitny pisarz i podróżnik Arkady Fiedler ur.28.11.1894 w Poznaniu - zm.7.03.1985 w Puszczykowie. Był synem Antoniego Fiedlera, znanego poznańskiego poligrafa i wydawcy. On to właśnie ukształtował osobowość młodego Arkadego, rozbudził w nim namiętne zainteresowanie przyrodą. "Uczył mnie kochać rzeczy takie, obok których inni ludzie przechodzili obojętnie" - wspomni później pisarz o swym ojcu.

Obrazek

Po ukończeniu szkoły realnej w Poznaniu, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim filozofię i nauki przyrodnicze. Studia przerwała I wojna światowa. W latach 1918-19 brał udział w powstaniu wielkopolskim i należał do Polskiej Organizacji Wojskowej.

Obrazek

Debiutował w 1917 cyklem wierszy "Czerwone światło ogniska" na łamach poznańskiego "Zdroju". W 1926 wydrukował w odziedziczonym po ojcu zakładzie chemigraficznym reportaż ze swej wyprawy: "Przez wiry i porohy Dniestru". A w 1928 wyruszył w pierwszą, wielką podróż do południowej Brazylii. Przywiózł z niej bogate zbiory zoologiczne i botaniczne, które bezinteresownie przekazał Muzeum Przyrodniczemu i innym placówkom naukowym w Poznaniu, i nie mniej bogate wrażenia, które opisał w książkach "Bichos, moi brazylijscy przyjaciele" i "Wśród Indian Koroadów".

Obrazek

W 1933 urzeczywistnia swe najgorętsze marzenie: rusza do Amazonii, do najbujniejszej pod słońcem puszczy tropikalnej. Wyprawa zaowocowała książką "Ryby śpiewają w Ukajali", która przyniosła pisarzowi wielką, popularność i uznanie czytelników. W 1936 wydał "Kanadę pachnącą, żywicą". W tym samym roku otrzymał nagrodę literacką miasta Poznania i Srebrny Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury.

Wybuch II Wojny Światowej zastał Fiedlera na Tahiti. Porzucił baśniową wyspę, by wybrać żołnierski los. Przez Francję dotarł do Anglii, gdzie poznał polskich lotników bohatersko walczących w Bitwie o Wielką Brytanię. Napisał o nich głośną książkę "Dywizjon 303" - jej przedruki krążyły w okupowanym kraju, krzepiąc ducha. Pływał też na polskich statkach handlowych - wysiłek wojenny naszych marynarzy opisał w książce "Dziękuję ci, kapitanie".

W 1946 wrócił do ojczyzny i zamieszkał w Puszczykowie pod Poznaniem. Nadal wiele podróżował - odwiedził Meksyk, Indochiny, Brazylię, Madagaskar, kilkakrotnie Afrykę Zachodnią. Plonem tych podróży były m.in. "Dzikie banany", "Piękna straszna Amazonia", "Madagaskar okrutny czarodziej", "Spotkałem szczęśliwych Indian". Napisał powieści dla młodzieży: "Mały Bizon", "Wyspa Robinsona", "Orinoko", książki autobiograficzne - "Mój ojciec i dęby", "Wiek męski - zwycięski".

W swoim 90-letnim życiu odbył 30 wypraw i podróży. Do każdej przygotowywał się niezwykle starannie, studiując mapy , atlasy, czytając książki o krajach, do których się wybierał, korespondując z tamtejszą Polonią.

W dorobku ma 32 książki wydane w 23 językach i przeszło10-milionowym nakładzie. Jego książki urzekają plastyką opisu, pasjonująco, barwnie zbliżają czytelnikowi ludzi o różnych kolorach skóry, uczą szacunku dla innych kultur i obyczajów, opiewają piękno przyrody.

W 1957 Fiedler po raz drugi został laureatem nagrody literackiej miasta Poznania, a w 1978 - nagrody państwowej I stopnia. W 1969 otrzymał najsympatyczniejsze odznaczenie - Order Uśmiechu. W 1974 pisarz zachęcony namowami czytelników stworzył wraz z rodziną prywatne muzeum podróżniczych trofeów w swym puszczykowskim domu. Arkady Fiedler został wybrany patronem wielu szkół oraz innych instytucji.

Zapraszamy na szlak zielony, ścieżkami Arkadego Fiedlera po Puszczykowie, który powstał dzięki inicjatywie Andrzeja Miki.

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 1:46 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
:czytaj:

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano Śr kwi 13, 2011 3:00 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 3 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 2:04 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
JEDNAK PAMIĘTANY...

Obrazek

Witold Zacharewicz - przedwojenny aktor

Wspomnienia żony Witolda Zacharewicza - Haliny

Witold Zacharewicz urodził się 26 sierpnia 1914 roku w Płocku. Jego rodzicami byli Wanda z Kraczkiewiczów i Kiejstut Zacharewicz. Mieli oni niewielki majątek w Stanowie (Płockie). Witold był drugim dzieckiem w tej rodzinie. Jego siostra zmarła przy narodzinach.
W 1919 r. rodzice rozwiedli się. Matka sprzedała majątek i przeniosła się do Warszawy na ul. Ossolińską. Ojciec, z winy którego nastąpił rozwód, ożenił się powtórnie z Wandą hr. Rozwadowską i zamieszkał w jej majątku. Zmarł rok później.
Witold uczył się w gimnazjum im. Jenerała Sowińskiego, które ukończył w 1932 roku. Następnie studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim i równocześnie uczęszczał na zajęcia w Państwowym Instytucie Sztuk Teatralnych. Zaliczył dwa z trzech lat. Z tego powodu Aleksander Zelwerowicz powiedział kiedyś, że Mu kaktus wyrośnie, jeśli Witold zrobi karierę (choć podobno przyczyną tego stwierdzenia była zazdrość o to, że kiedyś Witold towarzyszył Jego żonie podczas wycieczki)
W latach 1933 - 35 występopwał w teatrze "Stara Banda". W 1933 roku został zaangażowany przez prof. Jana Maklakiewicza do chóru męskiego i statystował w filmie "Pod Twoją obronę". Miał wówczas 19 lat. Tam wypatrzył go reżyser Józef Lejtes i powierzył mu rolę w filmie "Młody las". Film został nagrodzony Złotym Medalem "Kina" i wyróżniony za kreacje aktorskie na festiwalu w Moskwie w 1935r. Jest to jeden z najpopularniejszych filmów przedwojennych, dość często wyświetlany w kinach po wojnie, a obecnie czasami pokazywany w TV.
To był film, w którym jako 13-letni podlotek zobaczyłam Go po raz pierwszy. Wywarł na mnie ogromne wrażenie, byłam zauroczona. Zaczęłam się Nim interesować. I wtedy dowiedziałam się, że jest znany w rodzinie. Zna Go jedna z moich ciotek, a przyjaźni się z Nim mój wujek Janusz S., który zna Go z dzieciństwa - z czasów, kiedy przyjeżdżał na wakacje do rodziny do Gulczewo - majątku matki wuja Janusza. Janusz był kilka lat starszy od Witolda. Jeździł konno, a Witolda sadzał przed sobą, biorąc na przejażdżki.
Po "Młodym lesie" Witold zagrał w dwóch farsach filmowych. Niestety - byłam za młoda i nie widziałam ich. A były to "Nie miała baba kłopotu" z Basią Gilewską (premiera 9.XI.1935) i "Kochaj tylko mnie" z Lidią Wysocką i Heleną Grossówną. (premiera 12.XII.1935). Reżyserem byli Michał Waszyński i Aleksander Ford.
Ja urodziłam się 23.XI.1921 r. w majątku mojej matki - Paprotnia pod Zduńską Wolą. Nasz dwór (modrzewiowy, okładany cegłą) spłonął w nocy z 4 na 5 października 1934r. Tego dnia rano zdechł oswojony puchacz, którego mój ojciec trzymał do polowań, potem wzdęły się cztery krowy - dwie zdechły - mama powiedziała, że nieszczęścia chodzą trójkami ... i wieczorem wybuchł pożar - ponoć od pęknięcia komina od pieca w którym wypiekano wieczorami chleb). Dwór odbudowany został w latach 1935 - 36: murowany, z wodociągami, kanalizacją, światłem elektrycznym. Najpierw chodziłam do gimnazjum w Zduńskiej Woli, a po pożarze rodzice przenieśli mnie i młodsza siostrę do Warszawy. Zamieszkałyśmy u naszej babci ze strony ojca, na ul. Lwowskiej - miałyśmy w Warszawie nabrać ogłady towarzyskiej. Któregoś dnia złożył nam wizytę wujek Janusz z Witoldem. Wreszcie poznałam Go osobiście. Witold miał młodzieńczy zarost. Zapuszczał brodę do filmu "Róża". Do dziś pamiętam jak byłam ubrana - miałam szaro niebieską sukienkę w kratę z białym kołnierzykiem. Włosy zaplecione w dwa warkoczyki - upięte z tyłu głowy w ósemkę. Ponieważ miałam, niestety, niezbyt równe zęby, wstydziłam się i przy uśmiechu zaciskałam usta. Były rozmowy, śmiechy, i wtedy moja babcia zwróciła mi głośno uwagę, żebym odsłoniła zęby. Byłam zdenerwowana, podniecona, a uwaga spowodowała jeszcze większe speszenie.
Potem były przypadkowe spotkania, jeszcze później randki, wspólne chodzenie do kina czy teatru. Podczas jednego z pierwszych spotkań, na pokazie jazdy samochodowej, na Polu Mokotowskim, Witold zażartował (a ja wzięłam to do serca i byłam wniebowzięta), że mam piękny nos i jeżeli kiedykolwiek się ożeni, to tylko z kobietą o takim nosie.
W roku 1936, w maju, po powrocie ze szkoły, pokojówka powiedziała mi, że przyszła do mnie karta od p. Zacharewicza i że pani starsza ją przeczytała. Weszłam do pokoju i babcia oznajmiła: "Dostałaś kartę od pana Z., ale ją przeczytałam". A ja na to: "Przecież babcia zawsze uczyła mnie, że cudzej korespondencji się nie czyta" - bez reakcji, widziałam tylko na obliczu babci lekką konsternację. W karcie były pozdrowienia z Zakopanego, gdzie kręcono zdjęcia do "Halki".
W filmie "Róża" wg powieści Żeromskiego reż. Józef Lejtes powierza Witoldowi głośną rolę Czarownica. Rolę kobiecą gra Irena Eichlerówna. W filmie biorą udział: Stefan Jaracz, Michał Znicz, Kazimierz Junosza Stępowski, Bogusław Samborski, Mieczysław Cybulski i inni. Recenzje o Witoldzie stawiają Go w rzędzie najwybitniejszych aktorów polskiego kina. Premiera odbyła się 12.IV.1936r.
Następnym (premiera 7.XII.1936) był kostiumowy film biograficzny "Barbara Radziwiłłówna". Reżyserem był Józef Lejtes. W roli Barbary - Jadwiga Smosarska, w roli Zygmunta Augusta - Witold, Królowa Bona - Leokadia Pancewiczowa, faworyta - Lena Żelichowska, Radziwiłłowie - Gustaw Muszyński i Zygmunt Chmielewski. Zdjęcia kręcono częściowo na Wawelu. Film został wyróżniony na Biennale w Wenecji w 1937r.
W filmie "Znachor" wg powieści Tadeusza Dołęgi Mostowicza, reżyserowanym przez Michała Waszyńskiego, którego premiera odbyła się 16.IX.1937r. - gra rolę Leszka Czyńskiego, ukochanego Marysi Wilczurówny (Elżbieta Barszczewska). Znachora gra Kazimierz Junosza Stępowski, Jemioł - Jacek Woszczerowicz, kasjerka w kinie - wspaniała Mieczysława Ćwiklińska i wielu innych znakomitych aktorów tego czasu.
Druga część to nakręcony rok później "Profesor Wilczur". Ten sam reżyser i ta sama obsada aktorska.
Po "Znachorze" odbyła się premiera "Halki" w reżyserii Juliusza Gardana. Halkę grała Lili Zielińska, śpiewała Ewa Bandrowska Turska, Jontka grał Władysław Ladis Kiepura, Janusza - Witold, jego matkę - Leokadia Pancewiczowa. Film uzyskał nagrodę na Festiwalu filmowym XVIII Targów Wschodnich we Lwowie w 1938r.
Następny był film "Kościuszko pod Racławicami", reżyserował Józef Lejtes. Rolę Kościuszki grał Tadeusz Białoszczyński. Obok części historycznej toczy się dramat miłosny. Biorą w nim udział Hanka (Elżbieta Barszczewska) i dwaj przyjaciele - porucznik Jan Milewski (Witold) i rotmistrz Kazimierz Brodacki (Jerzy Pichelski). Po tym filmie, wobec ogromnej popularności, Witold zostaje w plebiscycie wybrany "Królem ekranu".
Następnie "Druga młodość" Michała Waszyńskiego - premiera 8.IX. 1938r. - rola Jerzego Olędzkiego, kochanka Ireny Mohort (Maria Gorczyńska).
Rok 1938 to okres największej popularności Witolda. Otrzymuje propozycję i podpisuje kontrakt z wytwórnią United Artist - znał angielski, francuski i niemiecki. Bierze jeszcze udział w swym ostatnim filmie "Gehenna" i stara się o odroczenie służby wojskowej, aby móc wyjechać do Hollywood. Nic z tego nie wychodzi i 1 września 1938r. będzie musiał się zgłosić do wojska w Zegrzu.


W czasie wojny przebywał w Warszawie. Początkowo pracował jako kelner, a od połowy 1940 r. grał w jawnych teatrach ("Miraż", następnie "Maska"), pomimo zakazu pracy w nich wydanego aktorom przez podziemne struktury ZASP. Według relacji żony, Zacharewicz uważał, że w ten sposób krzewi polską kulturę i język i podtrzymuje rodaków na duchu.

1 października 1942 roku na został aresztowany przez Gestapo. Zacharewicz i około 10 innych osób, w tym matka aktora, zaangażowali się w produkcję fałszywych dokumentów dla ukrywających się Żydów. Organizatorem akcji okazał się prowokator Gestapo. W listopadzie aktor został wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, gdzie został zamordowany 16 lutego 1943 roku. Istnieją dwie relacje nt. okoliczności śmierci: miał zostać zamordowany zastrzykiem z fenolu w serce (co potwierdzało dwóch świadków) lub rozstrzelany (jak utrzymywał inny ze współwięźniów).

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 2:27 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Osobowość

Michelson był człowiekiem o skomplikowanej osobowości. Był całkowicie oddany zajęciu daleko odbiegającemu od codziennych spraw przeciętnego śmiertelnika. Zagłębiony w swoich myślach często działał mrożąco na otoczenie. W towarzystwie potrafił być czarujący, ale rzadko pierwszy nawiązywał kontakty. Cechował go charakter bardziej kobiecy. Lubił, żeby o niego zabiegano. Był człowiekiem skromnym i życzliwym. Jedząc lunch w Quadrangle Club przy Uniwersytecie w Chicago niemal zawsze siadywał sam i często gryzmolił coś ołówkiem albo szkicował karykatury swoich sąsiadów. Gdy któryś z kolegów pragnął wyjaśnić jakiś problem Michelson przyjmował go z otwartymi ramionami Był miłym i zajmującym rozmówcą. Przeważnie jednak pozostawał surowy i zamknięty w sobie. Z wyglądu był przystojny i schludny, zawsze też prezentował się bez zarzutu. Zawsze pamiętał o swoich polskich korzeniach, był z tego dumny i często publicznie to podkreślał. Mimo to od czasu emigracji do Stanów Zjednoczonych nigdy Polski nie odwiedził.

Michelson był wrogiem administracji. Drażniła go strata czasu na zajęcia pedagogiczne na Uniwersytecie w Chicago, kiedy musiał okazywać cierpliwość studentom, w których umiejętności powątpiewał. Pracę nauczyciela uważał za bardzo łatwą. Kiedy objął posadę wykładowcy fizyki i chemii w Annapolis powiedział:
"Musiałem tylko wyprzedzać moich uczniów o parę stron podręcznika".

Do końca życia Michelson trzymał się kurczowo metod nauczania poznanych w Annapolis, czyli dwa wykłady bez przerwy w ciągu tygodnia i piątkowy egzamin w ogniu krzyżowych pytań przejmujący strachem serce każdego studenta. Dr Karol Darrow sekretarz Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego pisał:

"Byłem studentem Pani ojca przez pięć lat ale nigdy nie odważyłbym się bynajmniej twierdzić, że go znałem."

Było w nim coś z kapitana statku - mężczyzna któremu trudno się sprzeciwić, czasem wręcz przesadnych wymagań. Pewien z jego studentów na początku serii wykładów przerwał mu czyniąc uwagę, że kurs, na który uczęszcza został wciągnięty na listę jako "Ruch i zakłócenia fal", podczas gdy Michelson zaczął wykładać na temat rozszczepienia, co ów student już przerobił. "Czy nie można by czegoś zrobić w tej sprawie?" - zapytał nieśmiało. "Owszem - odparł Michelson możesz odnieść swą kartę do sekretariatu i iść spać."


Gdy zauważył, że jedna z jego córek - 8 letnia Magdalena nie słucha jego wykładów na temat światła powiedział:

"To nie ważne, czy rozumiesz, jak światło biegnie bylebyś uświadomiła sobie jakie jest cudowne."

Twierdził, iż praca administracyjna odciąga od laboratorium wielu dobrych badaczy, którzy marnowali czas na zajęcia mogące przypaść jednostkom mniej twórczym. Dlatego też coraz bardziej wycofywał się z administratury.

Religia

Michelson bynajmniej nie odznaczał się pobożnością. Wychowywany był w rodzinie areligijnej i nigdy nie poznał dawnej wiary swych przodków. Przez całe życie pozostał agnostykiem. Nigdy nie uznawał istnienia bóstwa, nigdy nie wspominał o bóstwie jako o sile napędowej swojego uporządkowanego wszechświata. Pełen nabożnej siły dla cudów przyrody nie mógł zmusić się do przypisywania ich jakiemuś uosobionemu stwórcy. Także wychowaniem religijnym dzieci pozwolił zająć się żonie.

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano Cz mar 24, 2011 4:55 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 7 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 2:28 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Obrazek


KIEPEŁOWICZE

Staffel Izrael Abraham

Obrazek

Warszawski zegarmistrz, mechanik, polski wynalazca pochodzenia żydowskiego (1814 - 1884).
Urodził się w ubogiej rodzinie, w związku z tym edukację zakończył jedynie na poziomie szkoły elementarnej wyznania mojżeszowego, i zaraz potem zaczął pracować w zakładzie zegarmistrzowskim - tam rzetelnie nauczył się swojego zawodu.
To z kolei pomogło mu w realizacji swojego najbardziej ambitnego celu, jakim było projektowanie i wykonywanie mechanicznych maszyn liczących.
Żeby móc w pełni zrealizować swoje plany, musiał się sam nauczyć języka polskiego, dzięki czemu potrafił czytać książki naukowo-technicznych i pogłębiał swoją wiedzę fachową.
Po uzyskaniu koncesji Staffel otworzył w Warszawie własny warsztat zegarmistrzowski.


ze zbiorów Muzeum Techniki

Wynalazł wiele precyzyjnych mechanizmów, z których najbardziej znany to maszynka rachunkowa, która wykonywała funkcje dodawania, odejmowania, mnożenia, dzielenia, podnoszenia do potęg i wyciągania pierwiastków kwadratowych.

Obrazek

Był to typ maszyny walcowej złożonej z siedmiu zestawów walców wzajemnie sprzężonych.
Innym jego wynalazkiem była liczebnica mechaniczna realizująca tylko dwa działania matematyczne - dodawanie i odejmowanie.
Używana obecnie nazwa na te przyrządy to arytmometr, choć sam wynalazca i jemu współcześni używali różnych nazw.
Pomimo tego, że nie wdrożył do produkcji swych wynalazków, to został zauważony na europejskim rynku i doceniony przez środowisko ówczesnych uczonych oraz autorytety z zakresu wytwórczości przyrządów precyzyjnych.

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano Cz mar 24, 2011 5:09 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 2:30 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Obrazek

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano Wt lut 28, 2012 1:25 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 3 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 2:31 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Obrazek

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano N mar 20, 2011 9:33 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 2:33 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Obrazek

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano N mar 20, 2011 9:34 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: So lut 19, 2011 2:34 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Obrazek

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano N mar 20, 2011 9:36 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ŻYDZI@niesamowite życiorysy,fascynujące osobowości@POLSC
PostNapisane: N lut 20, 2011 10:53 am 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 20, 2007 5:32 pm
Posty: 4376
Lokalizacja: z Łodzi
Obrazek

_________________
Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega na tym, aby wiedzieć co należy zapomnieć "
M. du Gard.


Ostatnio edytowano N mar 20, 2011 9:38 pm przez Krzysiek, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Strefa czasowa: UTC


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL