Historia Fryderyka Jarosy'ego. Przyczynek do dramatu Wiery Gran

Historia Fryderyka Jarosy'ego. Przyczynek do dramatu Wiery Gran Mrok konspiracji i tajna działalność podziemna niewątpliwie utrudniały zdobycie prawdziwych ponad wszelką wątpliwość informacji. W bardzo wielu wypadkach wiadomości te bywały zniekształcone, przeinaczone, a nawet po prostu kłamliwe. Szalejąca plotka [...]

[...] dzień w dzień przynosiła fantastyczne wieści, że podobno…

Od ponad dwudziestu lat zbieram wszystko, co dotyczy działalności polskich artystów, którzy z różnych powodów znaleźli się poza krajem. Wśród tysięcy dokumentów, listów, programów, afiszów, ulotek teatralnych i fotografii mam także wycinki prasowe. Nieraz są to całe gazety. Ale bywa, że tylko wycięte lub urwane fragmenty artykułów, wywiadów, recenzji, wspomnień. Staram się je zabezpieczyć przed upływem czasu, który bezwzględnie niszczy papier. Bywa, że miesiącami a nawet latami ustalam, skąd pochodzi dany artykuł. Z jakiej gazety został wycięty. Przecież polska prasa emigracyjna to setki tytułów w różnych krajach świata! 


Wiele lat temu przywiozłam z Londynu i Wiednia pamiątki po Fryderyku Jarosym (1889-1960), znanym w przedwojennej Warszawie aktorze, reżyserze, dyrektorze wielu kabaretów, który w historii teatru polskiego napisał najpiękniejszą kartę w niełatwej dziedzinie sztuki konferansjera. Mało kto wie, że Jarosy w latach 1940-1942 ukrywał się w warszawskim getcie. Ten urodzony w Pradze wiedeńczyk o węgierskich korzeniach, w 1939 roku dysponował austriackim paszportem, który dawał mu gwarancję bezpieczeństwa. Mógł opuścić Polskę w dowolnym momencie. Nie zrobił tego. Był lojalnym przyjacielem wielu polskich artystów, którzy z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej byli szczególnie zagrożeni ze względu na żydowsk
ie pochodzenie. Sam nie był Żydem. Ale po ucieczce z rąk gestapo postanowił ukryć się w getcie. Słusznie przypuszczał, że tam Niemcy szukać go nie będą. I tak było. Jako Franciszek Nowaczek mieszkał w różnych lokalach przypadkowych ludzi, którzy nie wiedzieli kogo goszczą. Tylko najbliżsi przyjaciele: Stefania Grodzieńska i Jerzy Jurandot mieli z nim stały kontakt aż do opuszczenia getta w czerwcu 1942 roku. Wśród bardzo wielu starych gazet, wycinków, które znajdowały się w spuściźnie Jarosyego był i ten, który teraz zainteresował mnie najbardziej.

Fryderyk Jarosy

Artykuł, o którym mowa, to fragment wspomnień Tymoteusza Ortyma (1898-1963), aktora, reżysera, dyrektora teatru. Ortym w czasie okupacji kierował w Warszawie teatrami jawnymi: Niebieski Motyl, Kometa, Nowości. Bywało, że wystawiał programy, które budziły sprzeciw podziemia. W 1957 wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie organizował przedstawienia dla Polonii. W różnych pismach polonijnych ogłaszał swoje wspomnienia. Między innymi ukazujący się w Londynie dwutygodnik „Oblicze Tygodnia” udostępnił mu swoje łamy w 1958 i w 1959 roku. W numerze 12/72 (bez daty) zamieszczony został opis tragicznej śmierci Kazimierza Junoszy Stępowskiego.

Fryderyk Jarosy zaznaczył ołówkiem obszerny fragment tego tekstu. Cytuję go z niewielkimi skrótami: „Mrok konspiracji i tajna działalność podziemna niewątpliwie utrudniały zdobycie prawdziwych ponad wszelką wątpliwość informacji. W bardzo wielu wypadkach wiadomości te bywały zniekształcone, przeinaczone, a nawet po prostu kłamliwe. Szalejąca plotka dzień w dzień przynosiła fantastyczne wieści, że podobno… To potworne i zabijające słowo, które stało się często powodem tragedii, nieszczęść i rozpaczy wielu osób. Niestety. Nawet władze podziemia, obowiązane przecież do najściślejszej kontroli otrzymywanych wiadomości popełniały tragiczne omyłki. Dla przykładu podam fakt skazania przez Sąd Walki Cywilnej w dniu 3.12.1942 na karę infamii aktorki Hanny Chodakowskiej „za czynny udział w nagrywaniu filmu niemieckiego Heimkehr o treści propagandowej, antypolskiej, połączonej z lżeniem Narodu i Państwa Polskiego”. (Wyrok ogłoszony w „Biuletynie Informacyjnym” nr 9 (164) z dnia 4.3. 1943). Otóż, aktorka teatrów warszawskich Hanna Chodakowska nigdy w filmie Heimkehr nie brała udziału. Widocznie wywiad dostarczył sądowi nieprawdziwej informacji. Ale do dnia dzisiejszego tj. w ciągu piętnastu lat absolutnie żadna władza już naziemna krzywdy Chodakowskiej nie naprawiła.

Następny przykład omyłki: W „Biuletynie Informacyjnym” w lipcu 1944 (numeru nie mogę sobie przypomnieć) z przerażeniem przeczytałem, że wyrokiem Sądu Walki Cywilnej skazany został na karę śmierci aktor-śpiewak Zbigniew Krukowski i że wyrok wykonano. Jakież było moje zdumienie, gdy podczas Powstania, które wybuchło w parę dni po ogłoszonej „śmierci” Krukowskiego – ujrzałem go w mundurze oficera – walczącego na barykadach, a 15 sierpnia 1944 występowałem z nim na koncercie dla powstańców w Sali teatru Bohema (ul. Hoża) z okazji Święta Wojska Polskiego. (…) Okrutne słówko podobno.

Gdy znakomitą aktorkę Marię Malicką ostrzegli, aby nie utrzymywała stosunków z jakimś Volksdeutschem, cała Warszawa mówiła, że podobno Malicką ostrzygli. Jedna maleńka litera, a do dnia dzisiejszego pokutuje ta obrzydliwa pogłoska. Gdy na usługach gestapo pracowała nieznana tancerka Franciszka Mann, plotka głosiła, że to nie Mann, a Gran. Bo Wiera Gran była już znaną i popularną aktorką(sic!). Tragedia popularności do dnia dzisiejszego niestety piętnuje swe ofiary. Gdy w maju 1943 roku gestapo aresztowało aktora Czesława Skoniecznego, występującego wówczas w Teatrze Nowości za kolportaż konspiracyjnej prasy i gdy nie pomogły najusilniejsze starania kolegów o zwolnienie go, Dymsza, który był najserdeczniejszym przyjacielem Skoniecznego, poszedł na Szucha, gdzie mieściło się gestapo. Po paru godzinach wrócił do teatru. Trudno go było poznać. Zestarzał się w ciągu dnia. Blada twarz, w oczach łzy.
- Jestem skończony. Jak ja się tam wygłupiałem! Dowcipkowałem, tańczyłem! Dla nich! Dla gestapowców! Wracającego z trzeciego piętra widziało mnie moc osób, widziało jak odprowadzają mnie umundurowani gestapowcy, przeważnie Ślązacy, roześmiani, żartujący ze mną. Co pomyślą o mnie ludzie, przecież mnie tyle osób zna.-
I Dymsza płakał.
Nikt nie wiedział, że dzięki występowi Dymszy po dwóch dniach wyszedł z więzienia Czesław Skonieczny. Ale za to wszyscy mówili, że Dymsza podobno występował w gestapo”.

Dlaczego mieszkający od 1946 roku w Londynie Fryderyk Jarosy zachował ten artykuł? Czy tylko dlatego, że znał osoby o których mowa? Wydaje mi się, że był także inny, bardziej osobisty powód. Otóż, 24 października 1939 roku Fryderyk Jarosy został aresztowany przez gestapo. Przesłuchiwano go w alei Szucha, więziono na Daniłowiczowskiej. Pół roku. Niemcy złożyli mu oficjalną propozycję, aby założył i prowadził kabaret dla niemieckiej publiczności. Był przecież Austriakiem! Chciano, aby namówił do współpracy gwiazdy przedwojennej rewii, między innymi Hankę Ordonównę, o której wiedziano, że jeszcze w latach dwudziestych śpiewała po niemiecku w Wiedniu. Obiecywano Jarosyemu teatr, pieniądze. Miał tylko się na to zgodzić. I zgodził się. Ale nie zamierzał realizować tej obietnicy. Plan miał sprytny. Powiedział Niemcom, że aby pozyskać do współpracy wybitnych artystów, musi być wiarygodny w polskim środowisku. Niemcy się zgodzili na sfingowaną, świetnie przez niego wymyśloną i wyreżyserowaną „ucieczkę”. W czasie transportu z alei Szucha na Daniłowiczowską został za zgodą eskortujących go żandarmów przywieziony niby do znajomego fryzjera pracującego w hotelu Europejskim. Jarosy wszedł tam sam, żandarmi palili papierosy w oczekiwaniu aż zostanie ostrzyżony. I uciekł innym, znanym mu z przeszłości wyjściem - tylko dla pracowników. Zgłosił się do rodziców Stefci Górskiej. Ona zawiadomiła Jurandotów. Ci zorganizowali jego przeprowadzkę do getta, w którym sami już mieszkali i pracowali w teatrze Femina. Jarosy w getcie nie udzielał się artystycznie. Nie bywał nigdzie. Był zbyt znany. Przypadkowe rozpoznanie groziło dekonspiracją. Stanowił zagrożenie dla osób, które się nim opiekowały. 
On znał uczucie zaszczucia. Jeszcze przed wojną krążyła po Warszawie o nim plotka, że jest niemieckim agentem. Zanotował tę informację w swoim kalendarzu jeden z najważniejszych działaczy polskiego podziemia. Czas, kiedy ta plotka krążyła nie był przypadkowy. To było ostatnie przedwojenne lato…

Anna Mieszkowska



Notka od redakcji FŻP:

Artykuł ten napisany został dla Forum Żydów Polskich. Anna Mieszkowska jest autorką książki biograficznej poświęconej Fryderykowi Jarosy'emu pt."Jestem Jarosy. Zawsze ten sam..." - Wydawnictwo Muza , Listopad 2008, ISBN: 978-83-7495-543-0



Autorka zajmuje się m.in. także dokumentacją polskiego życia teatralnego poza krajem. Pracuje w Archiwum PAN w Warszawie, gdzie założyła kolekcję "Artyści emigracyjnej Melpomeny".