Żydzi – Polacy, jak było naprawdę?

Żydzi – Polacy, jak było naprawdę? Historia oczyszczona z wątków kontrowersyjnych staje się zbiorem sympatycznych opowiastek, nostalgiczną podróżą po minionych czasach. Czy taki jest jej cel? Czy brak zgody społecznej na jedną wersję przeszłości sprawia, że badacze winni zamilknąć? [...]

[...] Dzisiaj stawiamy jedno z pytań trudnych: jak wyglądały relacje polsko-żydowskie w Kaliszu?

Do sformułowania pytania zmobilizował nas niewielki przedwojenny druczek pod niewinnym tytułem „Informator firm chrześcijańskich handlowych i przemysłowych oraz wolnych zawodów m. Kalisza”, przechowywany w muzealnej bibliotece. Znamy go od dawna. Jedno z pierwszych przerażająco krótkich zdań tutaj zawartych brzmi: Rok 1939 bez Żydów. Kolejne strony przynoszą nowe hasła: Przez odżydzenie do wielkiej Polski, Nie oddawajcie plonów żydom. Szok i galopada myśli: co z tym zrobić?

Polin – paradisus judeorum

Według legendy pierwsi Żydzi przybyli do naszego kraju odczytali jego nazwę jako „Polin” – tutaj spocznij. Wzięli to za dobry znak i się nie pomylili. W tej historii Kalisz to nie tylko ważna i stara gmina żydowska, ale również miejsce, w którym po raz pierwszy w Polsce uregulowano ich status. Nie wiemy, co skłoniło księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego do wydania prawa, które przejdzie do historii tolerancji jako Statut kaliski (1264 r.). Jego uważna lektura pokazuje, jak okrutnie traktowano Żydów w Europie. W księstwie kaliskim, a wkrótce w całej Polsce, zgodnie z wolą prawodawcy, ta norma miała się zmienić, choć zapisy i tak nie uchroniły przed pogromami (wkrótce doszło do dwóch z ofiarami śmiertelnymi). Z trzydziestu siedmiu artykułów statutu wybierzmy kilka wyjątków: Za zabicie żyda słuszna kara i konfiskata majątku. Wolno jest żydom wszystkie towary kupować, chleba i innych żywności dotykać się. Czy postanowienia pozwalające trwać przy swojej religii i obyczajowości, a jednocześnie nie płacić za to ceny wykluczenia, a nawet utraty życia były przestrzegane? Pisał szesnastowieczny rabin krakowski Mojżesz Ben Izrael Isserles: Jeśliby Bóg nie dał Żydom Polski jako schronienia, los Izraela byłby rzeczywiście nie do zniesienia. Polskę nazywano rajem Żydów – paradisus judeorum.

Statut kaliski - ilustrowany przez A. Szyka

Podarta Tora

Kalisz, 26 czerwca 1878 r., Boże Ciało. W południe z kościoła św. Mikołaja rozpoczyna się tradycyjna procesja. Przybyłe tłumy to nie tylko kaliszanie, ale również mieszkańcy okolicznych wsi. Uroczystość niby ta sama co w zeszłym roku, ale zamiast świątecznego nastroju coś złego wisi w powietrzu. Jeden okrzyk: „Żydzi zburzyli ołtarze urządzone na Nowym Rynku (…) mają zamiar przeszkodzić procesji”, elektryzuje  gapiów.  Kolejny: „Z domu rabina Żydzi rzucają kamieniami w ludzi”, powoduje eskalację agresji. Spokojni uczestnicy procesji idą na Nowy Rynek do nietkniętych ołtarzy, inni, uzbrojeni w kije i kamienie, wkraczają na teren dzielnicy żydowskiej. Czy to spontaniczny wybuch, czy starannie zaplanowana akcja? Półtoratysięczny motłoch rozpoczyna demolowanie domów, najbardziej agresywni biją każdego, kto nie zdążył się ukryć. Z Kanonickiej przez Grodzką horda ludzka przewala się na ulicę Złotą, a stąd na teren synagogi (obecnie okolice banku BZ WBK S.A.). Protokół rewizyjny beznamiętnie odnotuje listę strat świątyni m.in.: szklane i drewniane ozdoby zniszczone, ławki poodrywane i (…) połamane (…) ołtarz uszkodzony, srebrna tablica na której wypisane były dziesięcioro przykazań, oderwana od ołtarza i rzucona na ziemię (…). Zdemolowanie bożnicy nie kończy zajść; napadane są domy żydowskie poza dzielnicą. Zamieszki przy bezradności (?), bierności (?), czy aprobacie władz rosyjskich trwają do zmroku. Straty, na szczęście bez ofiar w ludziach, obliczono na 5036 rubli. Wśród gruzu i śmieci na podłodze synagogi Żydzi odkrywają podarte zwoje swojej świętej księgi Tory. Dla wyznawców judaizmu to przedmiot ważniejszy niż inne. Ten egzemplarz uchodził za wyjątkowy – twórcą zniszczonej księgi był XVII-wieczny rabin kaliski Gehud.

Dzieci jednej ziemi

Ciemnota i podrażnione zbiegiem rożnych zdarzeń namiętności gminu, zapisały smutną kartę w księdze kaliskich kronik. (…) Fakt ten pozostanie unikatem, w którym przyszłość dopatrzy się to, czego my dziś nie widzimy, lub widzieć nie chcemy – „Kaliszanin” z 1878 r. (nr 79) jasno określa stanowisko redaktorów gazety i bezwzględnie potępia sprawców: Społeczeństwo nasze, które w przeciągu 10-ciu ubiegłych wieków okazywało zawsze względem Żydów tolerancyjne i humanitarne idee, nie miało najmniejszej solidarności ze smutnymi wypadkami 26 czerwca (…) a ciemny i nieokrzesany tłum liczyć się do tego społeczeństwa nie może.

Czasopismo na tematykę żydowską było otwarte. To na tych łamach Adam Chodyński publikował „Zarys dziejów gminy izraelskiej w Kaliszu”, to tutaj przybliżano niezrozumiałe dla chrześcijańskich mieszkańców zwyczaje i tradycje. Przykładowo tłumaczono, że ustawiczny ruch ciała w żydowskiej modlitwie wynika ze słów króla Dawida. Szczegółową relację zdał „Kaliszanin” z otwarcia w 1877 r. w kamienicy Zipsera (ewangelika!) domu modlitwy dla „postępowych” wyznawców religii mojżeszowej; postępowych, czyli otwartych na kulturę europejską i polską. Komentator za mową rabina dra Izaaka Cylkowa (wygłoszoną w języku polskim) nazywa Żydów i Polaków „dziećmi jednej ziemi”. Nie znajdziemy na łamach czasopisma potępienia Żydów ortodoksyjnych. Pojawia się natomiast ciepły humor: Przysłano nam rachunek jednego z tutejszych rzemieślników [żydowskiego tapicera], który jako curiosum dosłownie tutaj przytaczamy: 12 Lokszi Płutna (…) Fundi Włosy; Włosy skubasz i gotowasz; Fodele wyszełane (…) Riuszki wyszełane i obszungnente” („Kaliszanin”, 1882, nr 72). 


Dar kaliskich Żydówek dla powstańców styczniowych

Wspólne przedsięwzięcia przekraczały bariery religii. Powstańcom styczniowym Żydówki kaliskie wyhaftowały chorągiew bojową z napisem „Walecznym braciom Polakom od Polek-Izraelitek z Kalisza”. Wśród nazwisk ofiarodawców na dzwon św. Mikołaja znalazła się spora liczba znanych wyznawców judaizmu. Według wspomnień Mieczysława Machowicza o ks. Bronisławie Szafnickim, kanoniku kolegiaty kaliskiej, duchowny „znakomicie znał język hebrajski, a także religię mojżeszową. Podobno sami Żydzi pełni byli podziwu i zdumienia, skąd kapłan katolicki tak dobrze zna ich język, zwyczaje i religię”. Podobno też kaliscy Żydzi pomagali mu w budowie kościoła św. Gotarda. Przykłady dobrej koegzystencji zapełniłyby niejedną książkę. Pisał w 1918 r. w „Odezwie do Żydów Kaliskich” rabin Lipszyc: Otóż i dla nas (…) osiedlonych od lat tysiąca na tej ziemi, która stała się nam drugą ojczyzną (…) jest świętym obowiązkiem (…) przyczynić się właśnie do odbudowy silnego i sprawiedliwego Rządu Polskiego.


Goniec Kaliski, 1918r., nr. 156, str. 3.

Między antysemityzmem a przyjaźnią

Równie grubą księgę zapełniłyby obrazy zupełnie inne. Wspominała Maria Dąbrowska: W moim okresie pensjonarskim, przed pierwszą wojną światową, nie istniał jeszcze ten antysemityzm, którego odrażające objawy dane nam było później poznać. Były to stosunkowo łagodne czasy tolerancji i życzliwości dla ludzi wszelkiego pochodzenia, wyznania, czy rasy. Czyżby sytuacja zmieniła się w okresie międzywojennym? Już rabin Lipszyc w swojej odezwie zauważa z niepokojem starania „pewnych grup w narodzie polskim”, aby Żydów „jako obcych napiętnowano”.


Kaliscy Żydzi podczas uroczystości z okazji święta 3 Maja - Kalisz 1936r.

Z bogatego repertuaru działań wymierzonych w kaliszan wyznania mojżeszowego w latach II RP wybierzmy choćby Biuro Towarzystwa Rozwoju (1925) załatwiające m.in. sprawy związane z akcją odżydzania Polski: jak pośrednictwo przy sprzedaży nieruchomości (…) sprawdzanie polskości firm, (…) piętnowanie sprzedawczyków. Jako „zażydzoną” przedstawiano wybraną w 1919 r. Radę Miejską (jej przewodniczącym był ewangelik pastor Edward Wende). Oto typowy komentarz do jej działalności zaczerpnięty z „Gońca kaliskiego” z 1923 nr 230: Nachalność żydowskiej kliki doszła ostatecznie do zenitu (…).

Takie kartki naklejano klientom żydowskich sklepów w Kaliszu - 1938r.

 

Profesor Jerzy Garliński nasilenie antysemityzmu wiąże z 1938 r., kiedy Kalisz został przyłączony do województwa poznańskiego. Czy aby na pewno do pierwszego znanego ataku na sklepy żydowskie doszło już w 1919 r.? Czyżby była to samo nakręcająca się spirala nienawiści? Wiarygodne źródło mówi: Niedawne to czasy kiedy (…) bezkarne rozrzucenie ulotki czy rozklejenie plakatu antyżydowskiego było niemożliwością.  I znów podajmy kilka przypadkowo wybranych przykładów. 9 lipca 1937 r. doszło do przymusowego podziału targowiska na Rynku Dekerta (obecny Nowy Rynek) na część żydowską i chrześcijańską. W tym samym roku na ul. Kanonickiej pojawia się zawieszony przez bojówki narodowej demokracji transparent z napisem „Kalisz bez Żydów”. Na miesiąc przed wybuchem II wojny światowej w cytowanym już „Informatorze firm chrześcijańskich m. Kalisza” redakcja (Wydział Gospodarczy Stronnictwa Narodowego) napisze: Polacy mogą (…) się różnić (…) sposobem zapatrywania na te lub inne przejawy życia narodowego (…) w jednej dziedzinie nie możemy się różnić (…) w dziedzinie walki z zalewem żydowskim, w dziedzinie pracy nad odżydzaniem Polski. Na szczęście źródła pozwalają zrozumieć, że to obraz jednostronny. Profesor Garliński odnotuje: Spędziłem w Kaliszu ponad trzy lata i wiem z własnego doświadczenia, że Kalisz w tamtych latach mógł być przykładem harmonijnego współżycia. Polska uczennica z Gimnazjum im. Anny Jagiellonki, gdzie uczyły się żydowskie dziewczęta (w szkole obowiązywała reguła numerus clausus – tylko trzy Żydówki mogły być w jednej klasie), zapisze w 1934 r.: Jeśli mam scharakteryzować atmosferę naszej szkoły, mogę ją przedstawić jako pełną tolerancji i demokracji. Tadeusz Pniewski: Moich kolegów Żydów wspominam serdecznie, wnosili oni wiele pozytywnych cech do naszego uczniowskiego stylu życia. Autor swoim kolegom posługującym się hebrajskim poświęcił także kilka ciepłych obrazów w swoim znanym tomie „Kalisz z oddali” (zwłaszcza „Romans Szmula Dunkelmana”).  


Kalisz 1937r.

Tutaj się zatrzymamy, celowo zostawiając potężny rozdział gorącej dyskusji o Holocauście. Nie było naszym zadaniem przeanalizowanie wieków współżycia dwóch nacji obok siebie. Rzuciliśmy raczej garść przykładów, które składają się na obraz niejednoznaczny, bo tylko taki wydaje się prawdziwy. 

Anna Tabaka, Maciej Błachowicz

22.02.2011r.

Zdjęca ze zbiorów Haliny Marcinkowskiej