Po tekście Hartmana: Czemu służy zakaz kazirodztwa

Po tekście Hartmana: Czemu służy zakaz kazirodztwa Przy okazji medialnej afery wywołanej tekstem na temat związków kazirodczych autorstwa Jana Hartmana, warto przypomnieć pewne podstawowe informacje.

Zakaz kazirodztwa jest zakazem biblijnym: pojawia się w Torze, w księdze Wajikra (Księdze Kapłańskiej). Na początku rozdziału osiemnastego Bóg wzywa Izraelitów do odrzucenia zwyczajów kultur prymitywnych, czyli Egiptu i Kanaan:

Według czynów ziemi Micrajim [Egiptu], gdzie zamieszkiwaliście, nie postępujcie i według czynów ziemi Kanaan, do której Ja was wprowadzam, nie postępujcie. Nie kierujcie się ich zwyczajami (18:3)

 

 

Następnie pojawiają się wersety dokładnie definiujące wszelkie zakazane związki.

Nie dotyczą one – wbrew obiegowym opiniom - wyłącznie związków pokrewieństwa (np. matka, ciotka, córka), ale także związków powinowactwa (np. szwagierka czy żona ojca [która nie jest matką], a nawet jej córka) .

Próbując zracjonalizować ten zakaz, przywołuje się zazwyczaj argument genetyczny: potomstwo związków kazirodczych jest narażone na genetyczne wady.

Jest to argument niepełny i ułomny. Już choćby dlatego, że zakaz - jak właśnie wspomniałem - dotyczy nie tylko związków krwi, ale także związków opartych na powinowactwie.
 
Widać wyraźnie, że chodzi tu o coś innego. I tak właśnie jest. Zakaz kazirodztwa jest jednym z najważniejszych ograniczeń, których oczywistym celem jest wprowadzenie w społeczny świat ładu w celu ochrony tych, którzy są słabi i narażeni na wykorzystanie. Jest jednym z rewolucyjnych osiągnięć filozofii judaizmu, przejętym przez chrześcijaństwo i trwale wpisanym w kulturę ludzkości.

Ze sposobu, w jaki sformułowane są zakazy, łatwo odczytać ich rzeczywistego adresata: zakazy dotyczą oczywiście zarówno mężczyzn jak i kobiet, ale wyraźnie widać, że Tora kieruje je bezpośrednio do mężczyzny, a nie do kobiety. Zakazuje przecież kontaktów seksualnych z członkami rodziny w relacji od strony mężczyzny, a nie kobiety, czyli zakazuje związku z ciotką, siostrą, wnuczką, synową, szwagierką itd, a nie bratankiem i siostrzeńcem, bratem, wnukiem, zięciem, szwagrem itd.

Te zakazy programowo ograniczają więc przede wszystkim mężczyzn.

Dzieje się to nie bez powodu.

Przypomnijmy, że seksualność człowieka (zwłaszcza seksualność mężczyzny) jest polimorficzna, co oznacza, że może realizować się wielopostaciowo.

Jedną z najłatwiejszych form tej realizacji - przede wszystkim ze względu na dostępność, łatwość zatajenia i dominację mężczyzny - byłyby seksualne relacje z kobietami (i dziećmi) właśnie w rodzinie.

Potrzebne jest więc bardzo silne społeczne tabu, aby chronić kobiety w rodzinie przed seksualnymi zachowaniami mężczyzn: ojców, braci, wujów, szwagrów itd.

Tu nie wystarczy prawo. Prawo to za mało.

Potrzebne jest to, co naprawdę jedynie skuteczne: osadzone głęboko w kulturze autentyczne potępienie dla tego typu zachowań. Tylko dzięki temu potępieniu i trwałemu funkcjonowaniu tego tabu, zachowania te pojawiają się zazwyczaj jedynie w rodzinach patologicznych.

Konsekwentnie więc, nawet najmniejsze zdjęcie odium z kazirodczych związków (np. przymknięcie oka na związki dorosłego rodzeństwa) byłoby jednoznaczne z zapaleniem zielonego światła dla niewyobrażalnej fali przemocy seksualnej (nie tylko oczywistej, czyli fizycznej, ale także tej utajonej, bo psychologicznej) w rodzinach. Miałoby to katastrofalne konsekwencje przede wszystkim dla kobiet i dzieci.

Problem ten, oczywiście, istnieje od zawsze. Współcześnie, to nie tylko głośne sensacje medialne, jak np. sprawa austriackiego Josepha Fritzla. To są sytuacje ze wszystkich zakątków globu, także obok nas. Wystarczy sięgnąć nawet po codzienną gazetę, aby się o tym przekonać:  "Córki, które własny ojciec, niemal codziennie przez kilka lat, gwałcił, mówiły w sądzie, że go cały czas kochały! Inne z ofiar kazirodców wypierają wszystko z pamięci. Najczęściej tylko przypadek sprawia, że zwyrodnialcy, współżyjący z własnymi córkami, trafiają przed sąd. Takich przypadków w powiecie ostrołęckim, w ciągu ostatnich lat było kilka!".

Tak: kazirodcze kontakty seksualne są z reguły relacjami ludzi sobie nierównych - są oparte jeśli nie na fizycznej to psychicznej zależności i dominacji. Tylko konsekwentne i silne tabu jest w stanie ograniczać takie sytuacje do minimum. Tylko ono powoduje, że to margines. I czyni to od tysięcy lat.

Jakiekolwiek osłabienie tego tabu byłoby niewyobrażalną tragedią.

A próby jego podważania będą się pojawiać.

Jan Hartman napisał: "Co więcej, jest pewien argument na rzecz tolerowania kazirodztwa. Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?"

Naiwny skandalista fantazjuje na temat powiązania "miłości macierzyńskiej" z "erotyczną" i widzi tu "piękno", nie zdając sobie w ogóle sprawy z rzeczywistych konsekwencji podważania tego tabu.

Zupełnie ich nie dostrzega. To udowadnia, że nie zdaje sobie sprawy z najważniejszego celu i funkcji tego tabu.

Dlatego uważam jego wypowiedź za - przede wszystkim - ignorancką.

Paweł Jędrzejewski


1 października 2014.