Fałszerze pieprzu

Fałszerze pieprzu Monika Sznajderman

W pewnym eksperymencie zaproponowano młodym ludziom z całego świata podróż śladami ich genów. Niektórzy byli zafascynowani, inni zdumieni, że mogliby się czegoś jeszcze o sobie dowiedzieć. Wyniki przeszły ich najśmielsze oczekiwania. Pewni swoich korzeni zrozumieli, że coś takiego, jak “czysta rasa” nie istnieje.

 

Monika Sznajderman wyrastała w dużej, polskiej rodzinie z tradycjami przedwojennych ziemiańsko-przemysłowych elit. W tej rodzinie niczym rodzynek z innego, egzotycznego ciasta tkwił jej ojciec. Wiedziała, że jest Żydem i… nie rozumiała, co to znaczy. A on, po wojnie sam jak palec, robił wszystko, żeby do tej rodziny przynależeć. Głównie milczał. O beztroskim, dostatnim dzieciństwie, piekle wojny, getcie, obozach.

 

Korzenie Autorki ze strony ojca to mix ortodoksji i asymilacji. Zwykli ludzie z Radomia, nie mogący pojąć, ani zaakceptować ambicji Icka, który - już jako Ignacy Sznajderman został lekarzem. Właściciele pensjonatu w Miedzeszynie, z najbardziej barwną, nietuzinkową postacią Amelii, zwanej w domu Matą.

 

We wspomnianym eksperymencie Kurdyjka okazała się po trosze Turczynką, a nie lubiący Niemców Anglik... Niemcem. Monika Sznajderman dowiedziała się, że jej polska rodzina sympatyzowała z Endecją i podzielała antysemickie poglądy. To, co trudne, wzbogaca najbardziej - pod warunkiem, że potrafimy się z tym zmierzyć i... stanąć po stronie słabszego. Sznajderman robi to, od tytułu książki i zdjęcia na okładce począwszy.

 

Zdjęcie przedstawia jej najbliższą żydowską rodzinę: ojca Marka i stryja Alusia, babkę Amelię i (bodajże) dziadka Ignaca (lub innego krewnego). Sielska scena gry w piłkę, piękna pogoda, uśmiechnięte twarze... Amelia zginęła w pogromie na zamku w Złoczowie, Ignacy z Alusiem w Treblince.

 

O fałszerzach pieprzu pisano w propagandowej “Gazecie Żydowskiej”, by odwrócić uwagę czytelników od nekrologu Czerniakowa i Wielkiej Akcji w getcie warszawskim. W tym samym czasie polską rodzinę Autorki zajmowały wyścigi konne, wystawne kolacje, gra w brydża.

 

Choć jeden szmalcownik mógł wydać wielu Żydów, a jednego Żyda musiało ratować wielu Sprawiedliwych, to jednak stosunek polskiego społeczeństwa wobec Zagłady obrazuje krzywa Gaussa. Zdecydowana większość pozostała obojętna.

 

To bardzo “moje” klimaty wspomnień. Sposób narracji - jej nastrojowość, intymność; próba rekonstrukcji myśli i uczuć bohaterów, wpleciona w zapis faktów i wydarzeń; detaliczne często omówienia zdjęć. Niepatetyczny hołd złożony Życiu i Pamięci, a także wielka pochwała Fotografii. I ten wciąż obecny “dziwny fantomowy ból”.

 

Historia opowiedziana przez Sznajderman jest biało-czerwona. Prawdziwie biało-czerwona, a więc nie czarno-biała. To bodaj największa zaleta tej książki.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

 


Polecane