Antysemityzm jest dobry na wszystko...

Antysemityzm jest dobry na wszystko... Paweł Jędrzejewski

 

W burzliwych politycznie czasach, zjawisko antysemityzmu oraz samo słowo "antysemityzm" stają się użytecznymi narzędziami do "punktowania" przeciwników.

Z jednej strony do walki politycznej może służyć odwoływanie się do uprzedzeń i stereotypów antyżydowskich. Wykorzystywanie antysemityzmu do wzbudzania niechęci lub nawet nienawiści. Stara sprawa, stary mechanizm: przylepienie politycznemu przeciwnikowi lub jego poglądom "łaty" żydowskości, ma go zdewaluwoać, zdegradować - stanowi oskarżenie.

Dwa przykłady z ostatniego roku: "Newsweek", który publikuje niby to obiektywną i niby obojętną informację o żydowskim pochodzeniu teścia Andrzeja Dudy (kandydata w wyborach prezydenckich), ale w takim kontekście, aby zasugerować, że ten teść steruje kandydatem. Sens do odczytania: Duda jest w 'żydowskich rękach'.

Inny, o wiele bardziej jaskrawy przykład: spalenie kukły Żyda na wrocławskim rynku podczas manifestacji przeciwko unijnej polityce przyjmowaniu imigrantów. Palony "Żyd" trzyma flagę Unii Europejskiej. Sens do odczytania: Unia Europejska jest w 'żydowskich rękach'.

[Najnowszym przykładem byłaby tu wypowiedź Pawła Kukiza na temat "żydowskiego bankiera" finansującego KOD, jeżeli informacja o niej (dzisiejsza!) jest prawdziwa.]

6983a3531cda3beee167843ba35e9fad_(2).jpg

To jest jedna metoda wykorzystywania antysemityzmu.
Oczywiście jest jasne, że adresatem tej metody są ci, którym niechęć lub nawet nienawiść do Żydów jest bliska. Jest to tzw. "zagrywanie żydowską kartą".

Ale istnieje też druga metoda wykorzystywania antysemityzmu w walce politycznej lub ideologicznej.

Jest to używanie antysemityzmu, a - precyzyjniej - nieuzasadnionych oskarżeń o antysemityzm, jako narzędzia do zaatakowania przeciwnika. Adresatem tych działań jest - rzecz jasna - całkiem kto inny: są nim ci, w oczach których przylepienie komuś "łaty" antysemity, ma go zdewaluować, zdegradować - stanowi oskarżenie.

Najwyraźniej działanie tego mechanizmu uwidoczniło się w roku 2014 - w okresie sporu na temat tzw. "uboju rytualnego", czyli zgodnego z religijnym prawem żydowskim. Przeciwko ludziom, którzy byli przeciwnikami tego sposobu zabijania zwierząt, wysuwano zarzuty o antysemityzm, podczas gdy im chodziło o dobro zwierząt - w ich rozumieniu. Ludzie ci byli ignorantami w sprawach uboju, ale efektywniejszym i łatwiejszym posunięciem okazywało się oskarżanie ich o antysemityzm, a nie o ignorancję.

Podobne zjawisko daje się zaobserwować także w bieżącej polityce i bataliach medialnych. Jednym z przykładów może być nieuzasadnione oskarżanie Tomasza Lisa o antysemityzm na podstawie tego, że to w jego "Newsweeku" znalazł się artykuł, o którym wspomniałem powyżej (na temat pochodzenia teścia Andrzeja Dudy). Co ciekawe, oskarżenia te pojawiły się ze strony prawicowych mediów i dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego - Pawła Śpiewaka. Tygodnik Lisa odwoływał się do antysemityzmu (paskudny to zabieg i godny potępienia!), ale nie czyni to z Tomasz Lisa antysemity. Jednak zarzut o antysemityzm to zabieg bardziej kuszący i skuteczny, niż wchodzenie w zawiłości "odwoływania się do antysemityzmu". To jak walnięcie cepem lub sztachetą w głowę.

Gdy emocje wzbudzane przez spory polityczne i ideologiczne osiągają taką temperaturę, jak to dzieje się teraz w Polsce, trzeba przygotować się, że zarówno pierwsza metoda (oskarżanie przeciwnika o "żydowskość" lub "żydowskie koneksje") jak i druga (entuzjastyczne, acz nieuzasadnione oskarżanie przeciwnika o antysemityzm), będą w użyciu coraz częściej. Niestety - "Antysemityzm jest dobry na wszystko."

Potrzebny jest więc rozsądek i nieufność wobec medialnych emocji. Szczególnie potrzebna jest nieufność i ostrożność w reakcjach wobec tej drugiej metody, bo - wbrew pozorom - jej skutki mogą być poważniejsze.

Nadużywanie słowa "antysemityzm" dewaluuje bowiem nie tylko to słowo, ale powoduje także coś znacznie poważniejszego: trywializację samego zjawiska, które jest nazywane przez to słowo. Przestaje być ono traktowane serio. Gdy oskarżenie nie jest naprawdę przekonujące, widać od razu, że jest to wykorzystanie "antysemityzmu", aby nim kogoś zdzielić po głowie. Najnowszy przykład: Janusz Palikot nazywa (dziś) Pawła Kukiza antysemitą, a on sam przed kilkoma tygodniami został nazwany antysemitą za krytykowanie Pawła Śpiewaka. Oto, co robią politycy z tym słowem!

A przecież to słowo tylko wtedy ma siłę, gdy jest stosowane w sytuacjach mocno jednoznacznych. Gdy zbyt łatwo oskarża się o zachowania antysemickie, efekt jest odwrotny od zamierzonego. Przypomina się Ezopowa bajka o pastuszku i wilkach: gdy okrzyki „antysemityzm!” słychać z jakichkolwiek wątpliwych lub wyrachowanych powodów, rezultatem stanie się brak reakcji, gdy zagrożenie będzie naprawdę realne.

Nie chodzi wcale o to, aby nie używać słowa „antysemityzm”! Chodzi o to, aby pamiętać, że "użytkowe", czyli np. politycznie motywowane wysuwanie zarzutów o antysemityzm dewaluuje to pojęcie, odbiera mu jego ciężar gatunkowy, obniża jego rangę.

Trzeba bardzo dbać o to słowo. Ono już osłabło przez nadużywanie lub stosowanie w złym celu! „Dbać” oznacza – „stosować mądrze”. Inaczej słowo, za którym - pamiętajmy! - stoją miliony ofiar Zagłady, przypominać będzie coraz bardziej wytartą, obiegową monetę o niskim nominale, która nie ma już prawie żadnej wartości. I u nikogo nie będzie można za nią uzyskać zrozumienia.

 

20 grudnia 2015.


Polecane