Czy architekci porozumienia z Oslo wreszcie odpokutują?

Czy architekci porozumienia z Oslo wreszcie odpokutują? Michael Freund

W tym tygodniu mija dokładnie dwadzieścia lat od popełnienia przez Izrael jednej z największych strategicznych pomyłek w historii współczesnej. Jej skutki nadal odbijają się boleśnie na całym Bliskim Wschodzie.

Ignorując wywiad wojskowy, pryncypia moralne i zdrowy rozsądek, ówczesny premier Izraela Icchak Rabin w dniu 13 września 1993 roku podpisał na trawniku przed Białym Domem porozumienia z Oslo z przywódcą terrorystycznej Organizacji Wyzwolenia Palestyny, Yasserem Arafatem. Akt ten stanowił wstęp do bezprecedensowego rozlewu krwi i niespotykanej destabilizacji regionu.

Niemniej jednak, pomimo upływu dwóch dekad, architekci porozumienia z Oslo uparcie odmawiają przyznania się do błędu i wciąż ignorują rozmiar wyrządzonych przez nich szkód. Nadszedł czas, aby to zmienić.

Na skutek porozumień z Oslo, Izrael wpuścił Arafata i jego kohorty do Gazy, dając im broń oraz terytorium, które mieli kontrolować. Efektem była największa fala przemocy w dziejach naszego narodu.

Zamiast harmonii, porozumienia z Oslo przyniosły horror; natychmiastową, łatwo przewidywalną i bolesną falę zabójstw, strzelanin i samobójczych zamachów.

Oto prosty, mówiący sam za siebie fakt: w pięć lat po Oslo zamordowanych zostało więcej Izraelczyków, niż przez 15 lat poprzedzających podpisanie porozumień. W ciągu tych pięciu lat zginęło łącznie 279 mężczyzn, kobiet i dzieci, podczas gdy przez poprzednie 15 lat  zginęły łącznie 254 osoby.

W ciągu 20 lat od momentu uściśnięcia dłoni przez Rabina i Arafata przed obliczem Billa Clintona, ponad 1,400 Izraelczyków straciło życie w palestyńskich atakach.

Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, porozumienia z Oslo były tragiczna pomyłką. Podzieliły one ludzi i ziemię Izraela, nie przyniosły pokoju, utworzyły wrogą strukturę administracyjną Autonomii Palestyńskiej, osłabiły obraz państwa żydowskiego i umocniły Hamas.

Można by się spodziewać, że głowni winowajcy, stojący za tą katastrofą, będą mieli przynajmniej na tyle intelektualnej uczciwości, by oczyścić się z win i przyjąć odpowiedzialność za to fiasko. Ale niczym wzburzony mąż, który przegrał swoją całą wypłatę w pokera, wolą oni zaprzeczać oczywistości, winą za swoje niepowodzenie obarczając raczej karty, niż swoje własne czyny. 

Weźmy na przykład ambasadora Uriego Savira, który brał udział w rozmowach z Organizacją Wyzwolenia Palestyny. Pisząc w zeszłym tygodniu do New York Timesa, Savir miał czelność napisać tę historię na nowo, w żałosny sposób próbując naprawić swoją reputację.

„Porozumienia z Oslo”, napisał, „nie spełniły izraelskich i palestyńskich oczekiwań rozwiązania tego gorzkiego konfliktu, przede wszystkim ze względu na wygranie wyborów w 1996 roku przez nastawioną do nich wrogo frakcję Binjamina Netanjahu, oraz niepowodzenia Yassera Arafata w zwalczaniu palestyńskiego terroru i ekstremizmu.” 

O dziwo, w zaledwie jednym zdaniu Savirowi udaje się wcisnąć nie tylko jedno, lecz dwa kłamstwa, które w znaczący sposób zniekształcają historię.

Przede wszystkim obarcza on winą za powstałą sytuację wynik demokratycznego procesu w Izraelu, nie zaś przywódców palestyńskich, cechujących się paskudnym zwyczajem łamania każdego istotnego zobowiązania, wliczając w to konieczność położenia kresu przemocy, rozbrojenie i rozwiązanie Hamasu, oraz powstrzymanie anty-izraelskich podżegań do konfliktu.

Po drugie, Savir nie zauważa również, że jego mentor Szimon Peres faktycznie prowadził w sondażach przedwyborczych w maju 1996 roku, po zamachu na Icchaka Rabina. Poparcie dla niego spadło dopiero po fali palestyńskich samobójczych ataków bombowych w lutym i marcu 1996 i wysadzeniu w powietrze autobusów w Tel Awiwie i Jerozolimie.

Innymi słowy, jeśli ktoś nawet chciałby postawić wątpliwą z założenia tezę, że to wybór Netanjahu – co nie jest prawdą – sprawił, że porozumienia z Oslo straciły rację bytu,  nie ulega wątpliwości, że to terror palestyński i nieprzestrzeganie ustaleń pozbawiły nas nadziei na ewentualne postępy w rozwiązaniu problemu.

Nie zadowalając się jedynie zaciemnianiem istoty sytuacji, Savir odwołuje się do kruczków, stwierdzając:„główną lekcją, jaką musimy wyciągnąć z fiaska porozumień z Oslo”, kontynuuje „ jest uzmysłowienie sobie, że aby proces pokojowy był możliwy, koniecznym jest, aby był on powszechny, nie elitarny. To musi być pokój tworzony przez ludzi, dla ludzi.”

Otóż nie. Główną lekcją jaką musimy wyciągnąć z historii porozumień jest to, że Izrael nie może i nie powinien powierzać swojego bezpieczeństwa w ręce innych, i wszelkie ustępstwa i koncesje terytorialne są receptą na porażkę. Wszystko inne jest tylko komentarzem.

Savir oczywiście nie jest odosobniony w swoich wysiłkach zmierzających do ukrycia mrocznych prawd Oslo i ich następstw.

Pozostali, jak np. Prezydent Szimon Peres i były zastępca Ministra Spraw Zagranicznych Yossi Beilin, nadal pozostają wierni swoim pseudo-mesjanistycznym przekonaniom o słuszności eksperymentu z Oslo.

Jasno wynikało to z wywiadu, udzielonego w tym roku przez Peresa z okazji Dnia Niepodległości Izraela dla dziennika Jerusalem Post.

Jak poinformował w dniu 15 kwietnia Jerusalem Post, Peres oświadczył, że nie żałuje porozumień z Oslo ani nie uważa, że popełnił błąd. Zamiast tego bronił postanowień, twierdząc, że dzięki nim istnieje teraz palestyńska obóz pokojowy, cokolwiek miałoby to oznaczać. 

Mówiąc wprost, Peres nie wyraził skruchy ani żalu, nie poprosił też o przebaczenie ofiar porozumień z Oslo. 

W zeszły piątek obchodziliśmy nie tylko 20 rocznicę porozumień z Oslo, lecz również wigilię święta Jom Kippur, podczas którego Żydzi na całym świecie zaglądają w głąb swojej duszy, stawiając czoła swoim grzechom i starając się za nie zadośćuczynić.

Nałożenie się tych dwóch wydarzeń stwarza dla Peresa, Savira i Berlina i wszystkich tych, którzy wspierali porozumienia z Oslo, unikalną okazję do sprezentowania mieszkańcom Izraela spóźnionej skruchy i przeprosin, na które zasługują. Byłoby to nie tylko sprawiedliwe i moralnie słuszne, lecz pomogłoby również naprawić niektóre z rozłamów, spowodowanych w społeczeństwie izraelskim przez porozumienia w Oslo. 

Architekci porozumień z Oslo mogą nie być w stanie naprawić błędów swojej przeszłości, ale z pewnością mogą wykorzystać ten moment, aby wreszcie zacząć odpokutowywać za swoje grzechy. A uznanie porażki porozumień z Oslo i przeproszenie za swoją rolę w tym procesie wydaje się być dobrym początkiem.

Autor: Michael Freund

Tłum. BWI, MAB

Wrzesień 2013r.

Polecane