Kilka chwil... o nowym konflikcie w Strefie Gazy

Kilka chwil... o nowym konflikcie w Strefie Gazy Trudno jest relacjonować sytuację, która podlega nieustannej zmianie.

Pojawiają się nowe fakty i nie można za nimi nadążyć. Może łatwiej zapisać je jak krótkie informacje na Tweeterze, może oglądać hasła "na pasku" w telewizji. Ale pewnie też warto się nad nią zastanowić na spokojnie, kiedy ma się już tę chwilę i chęć, żeby połączyć telegraficzne zdania w całość.

Jak to się zaczęło? Zacznijmy od 2005 r. Lato. Rząd Izraela ogłasza wycofanie ze Strefy Gazy mieszkańców żydowskich i likwidację ich domów, synagog, miejsc pracy, ośrodków zdrowia, szkół i cmentarza. W imię oczekiwanego przełomu w rozmowach z arabskimi mieszkańcami Autonomii Palestyńskiej. Operacja wyjścia Izraela ze Strefy Gazy kosztuje ok. 2 miliardów dolarów amerykańskich (3,5% całego budżetu kraju). Relokowano (w dość brutalny sposób, trzeba przyznać), ponad 3000 rodzin, które musiało znaleźć sobie nowe mieszkania i źródła utrzymania w głębi Izraela. W imię pokoju.

Już wtedy podnosiły się głosy, że zlikwidowanie dodatkowego buforu i militarnej obecności w Strefie Gazy tylko przyczyni się do rozwoju terroryzmu i eskalacji ataków rakietowych na Izrael, co stopniowo stawało się prawdą. Obrazy wściekłego burzenia synagogi w Nicanim przez arabski tłum szokują do dziś.

W ramach wewnętrznych rozgrywek wśród przywódców Autonomii, po wolnych (demkratycznych) wyborach do samorządu w 2006 r., okazało się, że Gazie wygrała radykalna opcja Hamasu - organizacji terrorystycznej, negującej możliwość współistnienia z Izraelem. Próby dialogu skoncentrowano zatem na Zachodnim Brzegu, gdzie rządzi bardziej liberalna opcja - pogrobowiec OWP - Fatah. Wobec rozłamu Autonomi Palestyńskiej na dwie części, które siebie nawzajem brutalnie zwalczają, bardzo trudne stało się dojście do jakiegokolwiek porozumienia w sprawie powstania nowego państwa. W tym roku, na izraelskie miasta spadło 946 rakiet.

Mimo to, w 2007 r. dzięki inicjatywie pokojowej prezydenta USA - Georga Busha, udało się wypracować nowe uzgodnienia nazwane "Mapą Drogową". W zasadzie, wobec paraliżu i podziału władz Autonomi, zawiodła ona donikąd. W tym roku mieszkańcy Izraela narażali życie pod gradem 896 rakiet. Hamas otwarcie wziął na siebie odpowiedzialność za ataki, co zniweczyło wysiłki pokojowe. Nawet przy największej tolerancji, nie było możliwości rozmów, kiedy 300 tys. bezbronnych ludzi po stronie izraelskiej siedziało w schronach.

W grudniu 2008 r. - w sumie po 8 latach znoszenia sporadycznych ataków (a w sumie było to 12,000 rakiet) Izrael rozpoczął operację militarną w Strefie Gazy, nazwaną "Płynny Ołów", która miała na celu zatrzymanie bombardowania izraelskich cywilów, zniszczenie wyrzutni rakiet i rozbicie struktur terrorystów. Po 22 dniach walk w Gazie, Izrael wycofał się ze Strefy i ogłosił zawieszenie ognia. Oczywiście po kilkunastu tygodniach został on przerwany hukiem kolejnej rakiety.

W 2009 r. premier Izraela Benjamin Nataniahu zaprezentował pomysł na osiągnięcie pokoju i rozwiązań idących w kierunku podziału na dwa państwa, w oparciu o zasady uznania wzajemnych praw i demilitaryzacji. Niestety przywództwo Arabów zdecydowało się na poszukiwanie jednostronnego rozwiązania, starając się zdobyć jak najwięcej przyczółków w członkostwie w międzynarodowych organizacjach i próbując dojść do możliwości jednostronnego ogłoszenia własnego państwa. Oczywiście, jest to z wielu powodów nierealne.

Taki rozwój wydarzeń dawał jednak przez cały czas pożywkę dla narastającej frustracji w Stefie Gazy, gdzie do rywalizacji o wpływy z Hamasem (licytując się na ilość wystrzelonych rakiet na Izrael), przystąpiły inne ugrupowania terrorystyczne, łącznie z dozbrajanym przez Iran, Islamskim Dżihadem, który nagle stał się siłą zagrażającą nawet Hamasowi.

Tymczasem lata 2010-11 to okres tzw. Arabskiej Wiosny (po której, jak widzimy, natychmiast przyszła zima). Okres bezhołowia w Egipcie został wykorzystany przez terrorystów w Strefie Gazy do wzbogacenia swojego arsenału, pogłębienia i wzmocnienia tuneli, na wielką skalę dozbrojenie grup bojówek, przeniknięcie aktywnych dżihadystów z zagranicy.

Efektem był zmasowany atak na wielką skalę skierowany na cywilne cele w Izraelu. Od początku 2012 r. do połowy listopada wystrzelono 800 rakiet i pocisków. W ich zasięgu znalazł się 1 milion mieszkańców Izraela - na skutek zgromadzenia lepszej broni pochodzącej z arsenałów upadłych państw północnej Afryki i Iranu. Życie codzienne w Izraelu zostało praktycznie zatrzymane. Od kilku dni trwał zmasowany atak ze strony Hamasu, co nie pozostawiło Izraelowi pola wyboru. Konieczna stała się nowa operacja taktyczna, rozpoczęta 14 listopada (90 rakiet do połowy tego jednego dnia! - co 5 i pół minuty śmiercionośny wybuch!). Ma ona nazwę "Filar Obrony".

Do tej pory atak z powietrza skupił się na zniszczeniu miejsc przechowywania broni, jej produkcji i stałych instalacji wyrzutni rakiet dalekiego zasięgu, które mogły być (i nawet zostały) wystrzelone na Tel Aviv - najbardziej zaludnioną metropolię Izraela. Zginął też szef militarnego skrzydła Hamasu Ahmed Dżabari, odpowiedzialny za rozkaz zmasowanego ostrzału. Zlikwidowano 320 miejsc aktywności terrorystycznej.

Podjęte działania wymierzone są wyłącznie w cele militarne. Siły Obrony Izraela realizują je w obronie cywilów mieszkających w zasięgu śmiercionośnych pocisków, i jak każdy kraj działający w takich warunkach, ma do tego pełne prawo. W obliczu zmasowanych ataków, kierowanych z premedytacją wobec bezbronnych mieszkańców południa, nie było innego wyboru, ponieważ środki polityczne takie jak rozmowy i prośby o zawieszenie (sic!) broni nic dały. Każdy kraj ma prawo i obowiązek obrony swoich obywateli.

Życzymy sukcesu IDF i służbom prowadzącym operację.

Izraelu, Mieszkańcy Południa, jesteśmy z Wami!

 

Monika Krawczyk

16 listopada 2012

Polecane