Krytyczne spojrzenie na "rewelacje" Szlomo Sanda

Krytyczne spojrzenie na "rewelacje" Szlomo Sanda Ta książka miała być w założeniu bombą. Profesor Szlomo Sand napisał ją w roku, w którym państwo Izrael obchodziło 60 rocznicę swej proklamacji.

Oczywiście przez 19 tygodni od momentu jej ukazania była na rynku izraelskim bestselerem. W następnym roku książka ta ukazała się w Stanach Zjednoczonych i od tej chwili odniosła zawrotny sukces. Sukces ten jednak nie jest spowodowany tym, iż wielu ją przeczytało. Zdziwiłbym się nawet gdyby tak było- jest ona napisana językiem tak niestrawnym, iż potrzeba naprawdę mocnej determinacji, by przeczytać ją od deski do deski. O jej sukcesie stanowi to, iż powołują się na nią nawet ci, którzy jej nie czytali. Polski czytelnik dopiero teraz ma okazję skonfrontować mity o jej zawartości z rzeczywistością.

Przyznam, że sięgając po nią miałem pewne uczucie strachu. Na ile ja, skromny czytelnik, historyk tylko z zamiłowania, zdołam przeciwstawić się argumentacji profesora historii wykładającego na prestiżowej uczelni? Uspokoił mnie jednak pewien fakt- prof. Sand jest historykiem kina, a z historykami jest dokładnie tak, jak z lekarzami. Okulista oczywiście może zdiagnozować raka, jednak wyleczyć raka może tylko onkolog. Ta analogia sprawdziła się w czasie czytania tejże książki.

Na samym początku Sand przytacza kilka życiorysów ludzi, którzy przenieśli się do Izraela. Ich wspólnym mianownikiem są problemy natury religijnej. Szczególnie ten ostatni o młodej dziewczynie urodzonej w Rosji, która wie, iż zawarcie ślubu związane jest w jej przypadku z konwersją na judaizm, ma wzbudzić w czytelniku niechęć do religijnego z pozoru, charakteru państwa. Rzetelny autor wspomniał by w tym miejscu o inicjatywach ustawodawczych, które miałyby zmienić ten stan rzeczy lub partii politycznych, w których programie jest zawarty postulat zmian. Oczywiście Sand nie podaje żadnego takiego przykładu. Nie powinno dziwić uważnego czytelnika- lewak wypowiadający ciepłe słowa o programie partii Avigora Liebermana wywołałby taki sam skandal i zgorszenie jak plaster szynki na kolacji sederowej w Mea Szarim.

Następnie Sand stara się udowodnić, że coś takiego jak wygnanie, po zburzeniu II Świątyni nie miało miejsca. Kluczowym argumentem jest to, iż nieopłacalne było wyganianie ludzi, którzy płacili podatki lub uprawiali ziemię. Trudno by się nie było nie zgodzić z tym argumentem, gdyby nie problemy ze ściąganiem podatków, na jakie natrafiali Rzymianie w najbardziej zbuntowanej prowincji cesarstwa rzymskiego. Rzymski system podatkowy był teoretycznie liberalny- podatki płacono w wysokości 1% dochodów w czasie pokoju, 3% w czasie wojny, najbiedniejsi zaś płacili podatek pogłówny, zaś właściciele ziemscy podatek gruntowy. Biorąc pod uwagę klimat panujący na terenach starożytnych ziem Izraela, obciążenia te były dość wysokie. Do tego prof Sand zapomniał, lub nie chciał pamiętać, pisząc tą książkę o licznych ucieczkach z Judei w latach sześćdiesiątych I w.n.e, kiedy to terror zelotów i sykariuszy zwrócił się przeciwko zwykłym mieszkańcom tych ziem (prawdopodobnie chodziło o pozyskanie funduszy na prowadzenie walki zbrojnej). Prześlizgnął się również po przebiegu samego powstania z roku 66 ne, ani słowem nie wspominając o licznych mordach w Cezarei, okrucieństwach XII legionu rzymskiego. Gdyby napisał o tych zdarzeniach musiałby wspomnieć o tym, iż legion ten stracił w czasie walk swojego orła, co w historii legionów zdarzyło się bodajże tylko dwa razy. Taka hańba, która okryła legiony musiała być przez nie zmyta później krwią i niespotykanym okrucieństwem. Drugim zaś argumentem to "brak śladów skupisk uchodźców na obrzeżach zbuntowanej prowincji". Innymi słowy Sand spodziewał się, iz archeolodzy powinni odnaleźć w Egipcie lub Syrii ślady obozów dla uchodźców, którymi opiekowała by się jakaś humanitarna organizacja. Poza tym, iż na początku naszej ery nie było humanitarnych organizacji, nie było masowych ucieczek, tylko liczne ucieczki indywidualne, należy pamiętać o tym, iż w czasie powstania lat sześćdziesiątych naszej ery, zamieszki antyżydowskie i liczne mordy na syryjskich, egipskich diasporach były faktem popartym przez historyków- w Cezarei wymordowano ok 20 tys ludzi, w Betsan 13 tys, w Aleksandrii zaś naliczono 55 tys. żydowskich trupów. Czy na takie tereny uciekają uchodźcy?

Znacznie zaś okrutniejsze represje spadły na prowincję po powstaniu bar Kochby. Doszczętnie zburzono prawie 1000 skupisk ludzkich, zginęło ponad pół miliona ludzi, a na spacyfikowanym terenie stacjonowała armia. W takich warunkach, kiedy trzeba utrzymywać silny garnizon okupacyjny, odbudowywać domostwa, ponownie budować swój warsztat pracy, nie trzeba wcale przymusu, by wyludnić cale krainy.

W tym właśnie momencie czytelnik zaczyna podejrzewać, iż prof. Sand starannie dobiera fakty historyczne, a kiedy fakty te nie pasują do jego teorii, dostosowuje je do niej.

Skoro wg Sanda Żydzi pozostali na swoich ziemiach, to skąd się wzięła diaspora? Na te pytanie Sand znalazł odpowiedź- diaspora to ci, którzy przyjęli judaizm. Faktycznie religia ta, o czym wielu nie wspomina, była religią atrakcyjną, przynajmniej na przełomie obu er. Jako jedyna z religii dawała cykliczny wolny dzień, nie wymagała zbyt częstych ofiar, które pociągały za sobą znaczne nakłady finansowe, mogła być więc atrakcyjna. I historycznie udowodnionym faktem jest, iż było wiele konwersji na judaizm wśród Greków czy nawet Rzymian. Oczywiście, jak każda religia, wymagała pewnych wyrzeczeń, a nawet cierpień- obrzezanie, przestrzeganie nakazów koszeru to tylko dwie najbardziej charakterystyczne konsekwencje konwersji. Pierwsze było dotkliwe dla mężczyzn. Czym innym jest obrzezanie ośmiodniowego niemowlaka, u którego nie wykształciło się unerwienie, czym innym zaś u dorosłego mężczyzny. Nakazy kuchni koszernej oznacza precyzyjne dobieranie produktów spożywczych, pod względem ich świeżości, jakości pożywienia i jego pochodzenia. Jak bardzo nakazy te były dotkliwe świadczyć może fakt, iż religia chrześcijańska rozwinęła się wśród nie żydowskich ludów w momencie odrzucenia przez nią judaistycznych nakazów. Niemniej jednak było wiele konwersji i w tym wypadku należy Sandowi przyznać rację. Daleko idącym uproszczeniem byłoby stwierdzenie, iż rodziny konwertytów nie porzuciły swojej religii w latach późniejszych, tym bardziej, iż restrykcje Hadriana skutecznie odstraszały wcześniejszych konwertytów od trwania w judaizmie. O tym jednak Sand nie wspomniał, nie wspomniał również o karach śmierci dla nauczycieli Tory, o wysokich podatkach nakładanych na wyznawców judaizmu. Ot wg Sanda wszystko było idyllą- po stłumionym powstaniu Rzym dbał o swoich poddanych a oni spokojnie sobie żyli. Dalsze argumenty i wynurzenia Sanda wzbudzają śmiech. Książka zaczyna oscylować między naginaniem historii dla własnych potrzeb, a sięganiem po argumenty, które zupełnie dyskwalifikują jej Autora. Dowiadujemy się np, że nazwisko Cohen, tak popularne wśród Żydów, nie ma pochodzenia hebrajskiego. I tu właśnie wychodzi z Sanda chłopczyk, który ledwie liznął tabliczkę mnożenia, a chce uczyć matematyków rozwiązywania równać całkowych. Przestajemy się więc dziwić profesorowi Izraelowi Bartelowi,że nie chciał polemizować z takimi dyrdymałami. Czyżby prof. Sand nie słyszał po hebrajskim słowie oznaczającym kapłana świątynnego? Wszak to słowo funkcjonuje w nowohebrajskim.

To jednak, co tak rozpaliło umysły wielu ludzi i natchnęło Helen Thomas do pokazania obywatelom Izraela ich ojczyzny w Polsce i Rosji, jest teoria chazarska. Teoria ta nie jest nowa- pochodzenie chazarskie starali sie udowodnić Żydom Koneczny i Koestler, należy pamiętać, że Chazarowie rozpalali wyobraźnie historyków, którzy z braku wiedzy, fantazjowali na potęgę o ich historii. W sumie przedstawiona historia Chazarów przez Sanda jest przedstawieniem najwygodniejszej dla niego hipotezy jako prawdy już dowiedzionej. Sand idzie w swoich krokach dalej- otóż stara się na siłę udowodnić dwie rzeczy- pierwsza to mit o powszechnym przyjęciu przez Chazarów judaizmu, druga to nieudowodniona teza o przyjęciu przez Chazarów judaizmu rabinicznego. Teza pierwsza nie znajduje uzasadnienia w oczach historyków. Nie zamierzam przytaczać tu argumentacji historyków, posłużę się tu twardą logiką. Jeśli bowiem Chazarowie przyjęli jak jeden mąż judaizm, a tylko jakiś drobny odsetek chrześcijaństwo czy islam, to po cóż w państwie chazarskim tworzono dla tych religii odrębne sądownictwo? Do tego nakazy judaistyczne- czy byłaby w stanie ich przestrzegać armia chazarska nie tracąc na swej mobilności? Jeśli bowiem Chazarowie zrezygnowaliby z lekko fermentowanego mleka końskiego na rzecz wina, by nakazom religijnym uczynić zadość, to musieliby wozić ze sobą ich znaczne zapasy, co w konsekwencji uczyniłoby ich armię mało mobilną. Tak więc judaizm przyjęli ci, którzy mogli sobie pozwolić na przestrzeganie nakazów i zakazów Tory, bez negatywnych konsekwencji dla pełnionych obowiązków państwowych. Jeśli chazarowie zaś przyjęliby judaizm rabiniczny a nie judaizm Tory, to dlaczegóż to przez całe lata nie pojawił się żaden komentarz talmudyczny, czy też choćby polemika z tymże komentarzem zachowana w innych źródłach. Wiemy jednak, że na ziemiach chazarskich zamieszkiwali również zwolennicy judaizmu rabinicznego -uciekinierzy z cesarstwa bizantyjskiego. Później ci sami, wrócili, po rozgromieniu Chazarów na tereny Bizancjum, o czym z kolei Sand nie wspomina. Sand doskonale wie,że musi kurczowo trzymać się swojej niczym nie popartej teorii o powszechnym zjudaizowaniu Chazarów. Dlatego wysuwa dziwną teorię o tym,że zjudaizowane elity zmuszały swoich niewolników do przyjmowania religii panów. Trudno o większą głupotę. Przymuszanie niewolnika do przyjęcia judaizmu przez osobę wyznającą judaizm powoduje w konsekwencji ubożenie właściciela niewolnika, który nie dość,że automatycznie niewolnika traci, to jeszcze winien go w jakiś sposób wyposażyć, by mógł godnie zacząć życie człowieka wolnego. Pewnikiem zdarzali się wśród Chazarów tego typu abolicjoniści, ale czy byli oni w większości? W każdym razie na poparcie tej tezy Sand nie przedstawia żadnego dowodu, oprócz własnych słów. W badaniu historii nie są jednak istotne słowa, tylko twarde dowody.

Sand idzie jednak dalej- stwierdza, że Chazarowie tylko teoretycznie zostali rozbici, bo jednak przetrwali, czego dowodem są choćby litery w rosyjskim alfabecie, które miałyby pochodzić z hebrajskiego. Ta teza zostanie jednak skomentowana przy drugim genialnym odkryciu lingwistycznych Shlomo Sanda.

Chazarska teoryjka Sanda bardzo spodobała się wielu antysemitom. Znaleźli oni informację o tym,że jeden z kupców żydowskich napisał słów kilka w XI wieku o żydowskim skupisku w Przemyślu. I to wystarczyło, by tezy Sanda przyjąć bez żadnych zastrzeżeń. Tylko,że skupiska we Wrocławiu, Przemyślu czy Kaliszu istniały niezależnie od istnienia państwa chazarskiego- były to, o czym uczą się uczniowie 5 klasy szkoły podstawowej, miasta na ważnych szlakach handlowych. A na takich szlakach powstają zazwyczaj targi, hotele, zajazdy, gospody i pośrednicy handlowi. Jeśli więc kupiec poruszał się po całej Europie, to dlaczego nie miałby gościć u wyznawcy tej samej religii, czy robić z nim interesów? Handel, co udowodniono, prędzej pokonuje granice niż wojska. Gdyby ludzie, którzy tak ochoczo łyknęli tezy Sanda przyjrzeli się dodatkowo mapie Europy i zmusili swoje szare komórki do krytycznego myślenia, zapewne zapytaliby - dlaczego u licha te mniemane chazarskie osiedla nie rozwijały się od wschodu za zachód tylko od zachodu na wschód? Chyba nie podejrzewali domniemanych Chazarów o posiadanie olbrzymiej katapulty, dzięki której część narodu przeskoczyła odległość od Wołgi do Moguncji?

W przedmowie do swej książki Sand zapewnia, że nie chce wymazania z mapy świata państwa Izrael. Na samym końcu wyjaśnił wreszcie Czytelnikowi do czego zmierzał przez tyle stron tekstu. Otóż Izrael musi stać się państwem dwunarodowym a nie państwem żydowskim. Sam Izrael jest przez Sanda określany mianem ojczyzną wszystkich Żydów na świecie. Małe pominięcie jednego słowa "duchowa" a tak wielka zmiana. Owszem, każdy z przebywających na świecie Żydów może w każdej chwili dokonać alii i już na lotnisku Ben Guriona stać się pełnoprawnym obywatelem Izraela, ale czy musi? Czy ktokolwiek zmusi ortodoksów z Montrealu, by uznali za swój kraj Izrael? A przecież ci sami montrealscy ortodoksi wypowiadają te słowa "Jeruzalem, jeśli Cię zapomnę, niech uschnie moja prawica". Między ojczyzną duchową a ojczyzną faktyczną jest jak widać różnica tak wielka, iż umysł tak wielkiego naukowca jak Sand jej nie ogarnia.

Zatrzymajmy się jednak przy postulacie Sanda- odejście od żydowskości Izraela na rzecz dwunarodowego państwa. Byłoby to oczywiście możliwe jeszcze w latach dwudziestych ubiegłego wieku- mała autonomia żydowska otoczona arabską większością. Tylko, że plany te były odrzucane przez stronę arabską. Teraz, oczywiście państwo dwunarodowe byłoby do przyjęcia przez Arabów posiadających izraelskie paszporty, ba większość z nich zmieniłaby nawet miejsce zamieszkania, gdyby to umożliwiłoby im pozostanie w Izraelu, arabscy posłowie z Knesetu, którzy postulują powstanie wolnej Palestyny za wszelką cenę chcieliby pozostać arabskimi posłami w Knesecie dwunarodowego państwa. Tylko, że te postulaty, w obliczu nieuchronnego powstania państwa palestyńskiego jawią się jako kaprys dziecięcia- zjeść ciastko i mieć ciastko.

Dla politologa specjalizującego się w sprawach Bliskiego Wschodu książka Sanda ma więc mniejszą wartość niż rolka papieru toaletowego.

Kto więc osiągnął korzyści z napisania przez Sanda tejże książczyny? Przede wszystkim sam Sand. Prawa autorskie, wydania i wywiady przyniosły mu z całą pewnością pokaźną sumkę na koncie bankowym. Skorzystali również tzw "rzecznicy sprawy palestyńskiej, którzy przez lata próbowali obalić historyczne prawa Żydów do ziemi przodków chwytając się pokrewieństwa z biblijnymi Filistynami itp. Teraz otrzymali od Sanda oręż w tej walce, oręż tępy, ale medialny. Skorzystali również na tym wszelkiej maści antysemici, dla których Sand jest "uczciwym Żydem".

Z tegoż więc względu Sand jawi się jako "dworski Żyd", taki co to chce być lepszym od współbraci, uważa, że wygłupy, nieuczciwość i błaznowanie przyniosą mu ochronę i uznanie. Historia jednak udowodniła, iż taka postawa nie przynosi w dłuższej perspektywie żadnych korzyści.

Adam Kraszewski

Polecane