Okupacja na polskiej wsi

Okupacja na polskiej wsi Alex Wieseltier

 

Jestem w trakcie czytania książki Barbary Engelking ”Jest taki piękny słoneczny dzień...”, która pomimo tytułu opisuje czarne dzieje Żydów ukrywających się w czasie okupacji na polskiej wsi. Po latach milczenia na ten temat w PRL-owskiej Polsce, rozsypał się worek z opowieściami i mniej lub bardziej naukowymi opracowaniami na ten temat. Autorka bazuje gównie na materiale wybranym z tysięcy relacji świadków z tego okresu, znajdujących się w ŻIH. Każdy dokument to opis tragedii, w którą zamieszane są pośrednio i bezpośrednio dziesiątki osób. Jedna z relacji opisuje rok tułaczki kobiety z małym dzieckiem. W tym okresie szuka ona schronienia u ponad kilkunastu rodzin, które czasami przyjmują ją chętnie, dzieląc się z nią ostatnim kawałkiem chleba, a czasami odmawiają jej pobytu i każą iść dalej. Kobieta przeżywa również rabunek, ale udaje jej się ujść z życiem. Takich historii można znaleźć na kopy. Opisy widziane oczami Ocalonych przekazują mroczny obraz wsi, gdzie ludzie pomagający Żydom są zupełnie przysłonięci tymi, którzy przyczyniają się do cierpień lub zagłady ukrywających się Żydów. I nawet te opisy nie mówią całej prawdy o gehennie tych ludzi. Bo nie wszystko się da lub chce opowiedzieć. Czy ktoś słyszał o wykorzystywaniu seksualnym lub gwałtach ukrywanych Żydówek? Prawie nic. Bo kto to miał opowiedzieć? Sprawcy? Te Żydówki, które chciały przeżyć za wszelką cenę? 

Takich historii się nie opowiada. Takie historie się zapomina.

Czytając relacje tych ludzi, odniosłem w pewnym momencie wrażenie, że w zasadzie nie wiadomo, gdzie się to wszystko działo. Polska wieś i jej mieszkańcy występują w tych relacjach jako tło przeżyć opowiadających. Z równym powodzeniem można było przenieść akcję na Mars, bo fizycznej wsi i ludzi tam mieszkających prawie nie widać. Chłopi, ich życie, ich przeżycia migają tylko w przelocie. Prawie tak samo jak Niemcy, którzy są przecież sprawcami tego całego nieszczęścia, a których zauważamy na samym końcu łańcucha wydarzeń, w których główną rolę grają ci łapiący i wydający Żydów do zagłady Polacy. Niemcy to prawie „happy end” doprowadzonego na śmierć Żyda.

Studiując dokładnie relacje Ocalonych można znaleźć okruchy polskiej wsi i mieszkających tam ludzi. Ale ich historii brakuje.

Wracając do wspomnianej historii kobiety, co się stało z Wincentym Tucznią, który pomógł jej wydostać się z getta? Co wiemy o ludziach w tej chacie, do której weszła wieczorem i dostała posiłek? Dlaczego Marysia Tucznia przechowała ją bez wiedzy ojca? Co wiemy o sołtysie z żoną, którzy dali jej nocleg i nakarmili, a później trzymali ją przez jakiś czas w ukryciu? Co z Zelkami, którzy wzięli na przechowanie jej dziecko, ale oddali je po kilku dniach? Dlaczego Puchnikowie przechowali jej ojca, a jej kazali iść dalej po tygodniu? Dlaczego stary Brzek nie pozwolił jej zostać w stodole dłużej niż jeden dzień? Dlaczego syn jej dawnej praczki wygonił ją? Co z jej byłą służącą Rózią, u której zjadła trochę kartofli, bo chleba nie było? Jak to było z tym Bilem, który pozwolił jej zostać kilka dni? Co z Kondratową, u której przechowała się przez dwa miesiące? A co z Janikową, u której nędza aż piszczała, nie było kawałka chleba, ale dzieliła się z nią kartoflami? I z Mleczkami, u których się przez chwilę poczuła „jak u pana Boga za piecem”? Kto to był Bieniecha, który ją obrabował i chciał zaprowadzić na posterunek? I co z Pająkami, którzy pomimo tego, że mieli sześcioro dzieci i nie przelewało im się, dzielili się z nią wszystkim i zawsze się znalazł kubek mleka dla małej?

To tylko ludzie z jednej z historii opisanych w książce. A co wiemy o ludziach z tej wioski, którzy zbiorowo ukrywali i pomagali żydowskiej rodzinie, a która została wydana żandarmom przez chłopa mieszkającego obok wioski? Co wiemy na temat chłopskiej rodziny, która budzi się z rana z pustym kurnikiem, bo tułający się głodni Żydzi te kury ukradli? A co z tą rodziną, której te głodomory ukradły jedyną krowę? Gdzie są ci spaleni, bo przywieziona przez niemieckich żandarmow Żydówka wskazała stodoły gdzie się cichcem ukrywała, gdzie jej pozwoli przenocować, gdzie jej dali szklankę mleka albo cebulę?

Gdzie są historie o tych ludziach? Kim oni byli? Dlaczego postępowali raz po ludzku, a raz po chamsku? Bohaterowie czy tchórze? Ofiary czy oprawcy?

Nie można się spodziewać po osobach zajmujących z zawodową pasją losem ukrywających się polskich Żydów, żeby podjęli ten temat. Ale wydaje mi się, że polscy specjaliści, zajmujący się historią czasów okupacji, zamiast tracić czas na krytyczną analizę opracowań pani Engelking czy innych, powinni się zająć naświetleniem losów i przeżyć ludzi na polskiej okupacyjnej wsi. To się im należy i to ostatni dzwonek, jeżeli się chce jeszcze dotrzeć do ludzi pamiętających te czasy.  

Powyższe zamieściłem na naszym forum dyskusyjnym, gdzie komentarze pokazały, że temat chłopów na polskiej okupowanej wsi nie za bardzo leży forumowym dyskutantom, którzy byli bardziej skłonni do polemiki na temat książki pani Engelking, która podjęcie tego tematu u mnie spowodowała. Próbując znaleźć powody niechęci podjęcia tego tematu, oprócz reminiscencji niedawnej dyskusji na temat odbioru żydowskiej śmierci przez tych polskich chłopów, którzy brali udział w dostarczaniu Żydów na pewną śmierć i Żydów, których ta śmierć spotykała, napatoczyłem się na tendencję zaniechania tego tematu z powodu z góry negatywnej oceny tychże chłopów. Nawet niektórzy bardziej inteligentni uczestnicy dyskusji mieli wątpliwości co do moralnej postawy polskiego chłopstwa w tym czasie. A powodem była ich bezwiedna dyskwalifikacja oparta na założonej z góry niskiej inteligencji chłopów, powiązanej z analfabetyzmem i niewiedzą. Jakby prosty, niewykształcony człowiek nie potrafił zrozumieć i odczuć podstawowych zasad chrześcijańskich. Jakby „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego” było łatwiej przyswajane przez władających piórem, a „Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe” miało inne znaczenie wśród inteligencji niż u ludzi prostych. Wydaje mi się, że takie podejście czyni tym chłopom niezasłużoną krzywdę, bo liczba Żydów uratowanych przez tychże prostych chłopów na wsi była zdecydowanie większa, niż tych uratowanych przez polską inteligencję. Owszem, zdarzały się, i to często, przypadki zezwierzęcenia, które można częściowo złożyć na kark niskiego poziomu umysłowego, a częściowo na skorumpowanie propagandą niemiecką. Ale nie można tego powiedzieć o większości wiejskiego społeczeństwa. Brak opracowań o sytuacji chłopów, ich warunków bytowych, ich przeżyć i reakcji związanych z niemiecką okupacją i ich spotkania z problemem Żydów, będących poważnym zakłóceniem (i zagrożeniem) w tym i tak trudnym dla tych chłopów położeniu, pozostawia ten temat w głębokim cieniu niedomówień i wątpliwych osądów. 

 

Marzec 2019

Polecane