Żydowski pogrzeb w przedwojennej Polsce

Całym obrządkiem związanym ze śmiercią zajmowała się Chewra Kadisza. Członkowie tego bractwa pogrzebowego byli wolontariuszami, pobożnymi ludźmi o nieposzlakowanej opinii i ogólnym zaufaniu całej społeczności. To oni delegowali szomra (strażnika), który przez noc czuwał przy zwłokach i recytował psalmy, ponieważ zmarłych nie wolno pozostawiać samych. Ochotnicy bractwa pogrzebowego wypełniali rytualny obowiązek zamknięcia powiek zmarłemu, oczyszczali ciało i zawijali je całun (całun był szyty z białego płótna, jednak szew nie mógł mieć nigdzie pętelek - była to fastryga, co miało być symbolem tymczasowości). Ten obowiązek, tak samo jak obrzezanie, uważano za zaszczytny, więc nie wiązał się z zapłatą. Zwłoki układano w domu na słomianym posłaniu, ze stopami skierowanymi na wschód - ku Jerozolimie. Jeśli ktoś zmarł w piątek, leżał przez całą sobotę aż do niedzieli rano. Zapalano świecę i stawiano ją u wezgłowia zmarłego. Niektóre rodziny, nie mogły pozwolić sobie na oczyszczenie zwłok w osobnym pokoju własnego mieszkania, w takich przypadkach oczyszczenie odbywało się w specjalnym, przeznaczonym do tego celu pokoju przy cmentarzu - tahara sztibl, izbie oczyszczania.

Zmarłego na cmentarz odwoził karawan, członkowie bractwa pogrzebowego wynosili ciało w płytkiej, prostej, drewnianej trumnie bez wieka i umieszczali je na karawanie. Jeśli był to mężczyzna, na okrywającej ciało czarnej materii rozkładano jego płaszcz modlitewny. Bliska rodzina i żałobnicy podążali za karawanem na cmentarz pieszo. Niektóre gminy żydowskie np. krakowska, zabraniały uczestnictwa w pogrzebie kobietom, w gminach, które zezwalały na ich uczestnictwo, kobiety szły na końcu, w pewnym oddaleniu od mężczyzn. Obok konduktu szedł członek bractwa pogrzebowego i grzechotał przed mijanymi osobami puszką na jałmużnę i intonował tradycyjny refren: "Jałmużna zbawia od niespodziewanej śmierci".

Kiedy zbliżał się kondukt, zamykano sklepy, po czym kiedy przeszedł otwierano je ponownie. Jeśli na drodze na cmentarz znajdowała się synagoga, kondukt zatrzymywał się przed nią na chwilę. Rozlegały się krzyki, jęki, szlochy, lamenty i zawodzenia, zwłaszcza kobiet.

Niemalże w całej Europie Wschodniej, zmarłych Żydów nie grzebano w trumnach. Nie wymaga tego nigdzie żydowskie prawo. Podczas badań archeologicznych prowadzonych na cmentarzach żydowskich Polski centralnej i wschodniej, odkryto ślady desek, którymi zwłoki obstawiane były z boków i przykryte od góry. Były to jedynie obstawy, nie zaś trumny - obyczaj ten panował wśród Żydów polskich jeszcze w okresie międzywojennym. W XIX i XX w. zwyczaj grzebania zmarłych w trumnach ograniczał się jedynie do najzamożniejszej, asymilującej się części społeczeństwa żydowskiego. Nieużywanie trumien wiązało się z biblijnym stwierdzeniem - "prochem jesteś i w proch się obrócisz", w myśl, którego starano się nie utrudniać procesu rozkładu zwłok. Istnienie tego zwyczaju miało także związek z wiarą w zmartwychwstanie - "[...] i zmartwychwstaną wszyscy i Mesjasz poprowadzi ich do Jerozolimy. Kości w grobie toczyć się będą pod ziemią, aż się dowloką do świętego miasta [...]" - a trumna mogłaby to uniemożliwić.

Jednym z najstarszych i najczęściej opowiadanych mitów dotyczących żydowskiego pochówku, są przekazy, jakoby Żydzi chowali swych zmarłych w pozycji siedzącej - "w kucki". Talmud jerozolimski określa najdogodniejszą pozycję do układania zwłok zmarłego na boku, mimo to nowożytni Żydzi europejscy chowali swych zmarłych wyłącznie w pozycji wyprostowanej, leżących na plecach. Wschód to kierunek, na którym znajduje się Jerozolima, gdzie po nadejściu Mesjasza i na jego wezwanie mają powrócić wszyscy Żydzi, to też zmarły powinien być zwrócony twarzą na wschód (a więc głową na zachód) i w tej pozycji oczekiwać zmartwychwstania.

Zmarłego odzianego w całun kładziono na marach, przed pochówkiem członek bractwa pogrzebowego zdejmował zmarłemu kaptur i kładł cztery gliniane skorupki na oczach, nosie i ustach. Nie jest to żydowskie prawo, lecz sięgająca czasów biblijnych tradycja (obecnie nie przestrzegana powszechnie). Z Talmudu dowiadujemy się o oczach, że "nigdy nie są nasycone". W myśli żydowskiej "każdy człowiek ma zawiść w oczach", "wzrokiem zazdrości i pożąda i nic nawet śmierć nie jest w stanie uspokoić oczu". Skorupki pochodziły często z jednego naczynia, tłuczonego podczas uroczystości pogrzebowej, przy grobie. Kiedy dopełniono obrządku, ciało spowite w biały całun składano do grobu. Jeśli był to dorosły mężczyzna, chowano z nim jego szal modlitewny - z odciętym jednym cicit.

Bardzo oryginalny był zwyczaj kładzenia do grobu kłódki. Nie znamy czasu gdzie narodził się ten obyczaj i gdzie był praktykowany, w zasadzie dowiadujemy się o nim głównie z badań archeologicznych. Kłódki znajdowały się na ogół w rejonie czaszki zmarłego, ale były również takie, które znajdowano w rejonie miednicy lub kości udowych. Obrzędowość ta była praktykowana jeszcze w niektórych gminach w okresie międzywojennym (np. w Koninie), kiedy to kładziono kłódkę na usta zmarłego, by ten "nie mówił". Kładąc kłódkę do grobu chciano by zmarły nie przekazywał tego, co się dzieje na tym świecie, przy czym kładziono ją nie bezpośrednio na usta, lecz na deskę wierzchnią na wysokości ust. Kłódka to znak zamknięcia grobu po wieczne czasy - jedno z talmudycznych określeń grobu oznacza "zamknięcie", "zamek".

Przykrywanie oczu i ust zmarłego skorupkami, zamykanie ust lub w ogóle grobu kłódką - wszystko to było przejawem usilnych starań, by zmarły został odizolowany od świata ludzi żywych. Śmierć w judaizmie jest zjawiskiem złożonym i wielofazowym, uważa się, iż zmarły tuż po śmierci zachowuje świadomość tego wszystkiego, co się wokół niego dzieje, niektórzy szli jeszcze dalej twierdząc, iż zmarły słyszy podczas własnego pogrzebu mowę wygłaszaną nad jego grobem. Uważano także, iż nawet umarli spoczywający w grobach nie byli zupełnie pozbawieni świadomości i czucia, bano się nawet tego, że oni widzą i słyszą to, co się dzieje w otaczającym świecie ludzi żywych.

Najbardziej tajemniczym zwyczajem było wyposażanie zmarłego w monetę lub monety - były to z reguły jedna lub dwie monety przy obu skroniach. Monety odgrywały pewną symboliczną rolę w obyczajowości żydowskiej, istniał zwyczaj zaszywania monet w nowej poduszce, dawano sobie monetę "na szczęście" przy różnych okazjach. Co miała oznaczać praktyka wkładania monet do grobu pozostaje tajemnicą.

Od dna grobu do mniej więcej połowy wysokości sięgał drewniany szalunek. Kiedy ciało umieszczano w grobie, często z woreczkiem ziemi z Erec Izrael pod głową, na belkach szalunku opierano w poprzek ponad całunem deski. W ten sposób przy zakopywaniu grobu unikano ryzyka, że ciało zmarłego zostanie uderzone lub zniekształcone przez spadającą ziemię.

Przy grobie odmawiano kadisz.

Niech będzie uwielbione i poświęcone Imię Jego wielkie na świecie, Który stworzył wedle woli Swojej i niech ustali królowanie Swoje za życia waszego i za dni waszych i za życia całego domu Izraela rychło i w czasie bliskim - i mówcie Amen! Niech Imię Jego wielkie będzie błogosławione na zawsze i na wieki wieków. Niech będzie błogosławione i opiewane, uświetnione, wywyższone, wyniesione, wysławione, uwielbiane i chwalone Imię Świętego, błogosławiony On, wyższy On nade wszelkie błogosławieństwa, pieśni, hymny i dziękczynienia, które głosimy na tym świecie, i mówcie: Amen! Oby przyjęte były modły i błagania całego Izraela, przez Ojca ich, który jest w niebie, i mówcie Amen! Niech spłynie pokój wielki z niebios i życie na nas i na cały Izrael - i mówcie Amen! Ten który sprawia pokój w niebiosach Swoich, niech ześle pokój na nas i cały Izrael - i mówcie Amen!

Po pogrzebie żałobnicy szli do domu, zjadali chleb, dzwonko śledzia i jajko na twardo (które wcześniej gotowały się powoli, zagrzebane w gorącym popiele). Od tego momentu rozpoczynał się okres żałoby - sziwa (siedem).

Sziwa jest obchodzona w ciągu siedmiu dni przez rodziców, dzieci, małżonków i rodzeństwo zmarłego, najczęściej wspólnie w domu zmarłego. Żałobnicy siedzą na niskich krzesłach, lub bezpośrednio na ziemi, nie zakładają butów, nie golą się, nie obcinają włosów, nie używają kosmetyków, nie pracują, rezygnują z rzeczy, które sprawiają przyjemność lub dają zadowolenie. Jeśli w czasie żałoby wypada święto, zostaje ona przerywana, a przypadający na czas sziwa Szabat jest w nią wliczany, ale nie obchodzi się go jako dzień żałoby.

Kolejny etap żałoby to szloszim (trzydzieści, ponieważ trwa do trzydziestego dnia po pogrzebie). W tym czasie żałobnicy nie uczestniczą w zabawach, przyjęciach, nie golą się, nie obcinają włosów i nie słuchają muzyki.

Ostatnią częścią żałoby jest awelut, który obchodzi się tylko po śmierci rodziców. Okres ten trwa dwanaście miesięcy od pogrzebu. Przez jedenaście miesięcy syn odmawia każdego dnia Kadisz.

Halina Marcinkowska
Na podstawie rozmowy z Ester i Szają Kawe oraz badań archeologicznych prowadzonych na cmentarzu żydowskim w Lutomiersku.