Pamiętnik Rutki

Pamiętnik Rutki W 1943 roku miała czternaście lat. Mieszkała w Będzinie, była Żydówką. Zginęła prawdopodobnie w Auschwitz. Przez 63 lata jej pamiętnik przechowywała Stanisława Sapińska.

W 1943 roku miała czternaście lat. Mieszkała w Będzinie, była Żydówką. Zginęła prawdopodobnie w Auschwitz. Przez 63 lata jej pamiętnik przechowywała Stanisława Sapińska.

- Gdyby nie mój bratanek, to chyba nie myślałabym o tym, żeby to ujawnić - mówi pani Stasia. - Rutka była moją koleżanką i poprosiła mnie o ocalenie dziennika. Przez wszystkie te lata traktowałam go jako pamiątkę. Często go czytałam i przypominałam sobie tamte czasy. Teraz myślę, że wart jest tego, aby poznali go wszyscy. Wszystko w tym dzienniku jest prawdą. Wspomnienia się zacierają, ale papier jest trwały. A Rutka opisywała wszystko wiernie, tak jak widziała to oczami młodej dziewczyny. Myślę, że to cenna rzecz. Nie tylko dla historyków, którzy na tej bazie mogą potwierdzić różne fakty, ale może przede wszystkim dla współczesnych rówieśników Rutki.

Kim była Rutka? Na razie wiadomo, że pochodziła z zamożnej rodziny, mieszkała z rodzicami, bratem i babcią, rodzina miała młyn.

- Z najświeższych informacji wynika, że młyn mieścił się przy ulicy Kościuszki 50, a firmę prowadził Laskier, Kleinberg i Spółka - mówi Adam Szydłowski, prezes Zagłębiowskiego Centrum Kultury Żydowskiej.

- To niesamowite! kiedy usłyszałem od Adama, że ma pamiętnik, nie publikowany dotąd, dziewczynki z getta żydowskiego, byłem bardzo wzruszony - mówi Menachem Lior, dawny mieszkaniec Będzina, obecnie przebywający w Izraelu. - Rodzina Laskierów była znaną rodziną w Będzinie, bardzo liczną. Pamiętam z tego okresu dziewczynę, która pasuje z opisu do autorki pamiętnika, ale do końca nie jestem pewien czy to ta Rutka. Często bowiem imiona w jednej rodzinie się powtarzały, przechodziły na kolejne pokolenie i wnuczka miała tak samo na imię jak babcia. Muszę mieć pewność, czy Rutka była córką Jakuba Laskiera. Jeśli tak, to będzie ta sama dziewczyna.

Aktu urodzenia na nazwisko Rutka Laskier w archiwum będzińskiego Urzędu Miejskiego nie ma.

- Mogło być tak, że dziewczynka urodziła się w innym mieście i zamieszkała tutaj później. Może być również tak, że Rutka to nie było jej prawdziwe imię. Na razie na 70 procent możemy przypuszczać, że rodzice Rutki to Jakub i Dwojra - mówi Adam Szydłowski.

Odnaleziony pamiętnik już wywołał emocje w środowiskach żydowskich.

- Już od wczoraj rozpytuję wśród znajomych. Taki pamiętnik to dla nas niezwykle cenna rzecz. To, że był pisany po polsku, wskazuje na wysoki poziom intelektualny dziewczyny. Jesteśmy wzruszeni tym odkryciem i na pewno będziemy chcieli pomóc w ustaleniu wszelkich faktów z życia Rutki - dodaje Menachem Lior.

- Każdy pamiętnik z czasów wojny, tym bardziej z getta jest niezwykle cennym dokumentem. Pamiętniki dzieci, wywołują szczególne emocje. Wystarczy wspomnieć wydany w latach 50. pamiętnik Dawida Rubinsteina. Dziennik Rutki to kolejny dowód na to, że historia żyje - mówi Michał Sobelman, rzecznik Ambasady Polskiej w Izraelu.

"Nie mogę sobie uprzytomnić, że to już 43 rok, czwarty rok tego piekła... " Tak w styczniu 1943 roku pisze w swoim pamiętniku Rutka Laskier. Będzinianka, żydowska czternastolatka. Do tej pory jej pamiętnik czytała tylko jedna osoba, dawna koleżanka, dziś ponad 80-letnia Stanisława Sapińska. To ona ocaliła pamiętnik Rutki.

- To nieprawdopodobna historia. Mam w ręku autentyczne zapiski młodej Żydówki z Będzina - Adam Szydłowski, prezes Zagłębiowskiego Centrum Kultury Żydowskiej, nawet nie próbuje ukryć emocji.

To wielka niespodzianka w jego życiu. Kolejna bezcenna pamiątka z lat wojny, z czasów kiedy kultura żydowska tak mocno przeplatała się z tą rdzenną polską.

O pamiętniku dowiedział się od znajomej.

- Zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ciotka, jej kuzynka, ma autentyczny dziennik żydowskiej dziewczyny z czasów II wojny światowej. Podała mi telefon do pani Stanisławy - mówi Adam Szydłowski.


Adam Szydłowski z Pamiętnikiem

Bratanek pani Stasi, który namówił ją, aby zgodziła się na ujawnienie zapisków, dostarczył Szydłowskiemu kserokopie pamiętnika.

Pismo jest w miarę wyraźne, nie ma wątpliwości, że Rutka pisze piórem, czasem ołówkiem. Kilkanaście podwójnych kartek, obejmuje okres niecałych dwóch lat. Ale Rutka nie pisze regularnie.

- Czy ona żyje? Jej rodzina? Dlaczego dopiero teraz ujawniono te zapiski? - zasypuję Szydłowskiego pytaniami.

Zna odpowiedź zaledwie na kilka.

- Skontaktowałem się z dawnymi, żydowskimi mieszkańcami Będzina. Nazwisko Laskier nie jest im obce. Okazało się jednak, że z całej rodziny przeżyła tylko jedna osoba. Sama Rutka zginęła w Auschwitz. Resztę może nam powiedzieć tylko pani Stanisława.

Pani Stanisława jest bardzo żywotną starszą panią. Obrazy sprzed 63 lat przywołuje bez problemu.

- Rutka Laskier z rodziną mieszkała w moim dawnym domu, na Warpiu, ulica 1 Maja. Tam zrobili getto. Ja miałam wtedy 21 lat, pracowałam w szopie, w koszarach. To było niedaleko tego domu. Ojciec poprosił mnie, abym w przerwie pracy zajrzała do naszego mieszkania i sprawdziła, jak o niego dbają obecni lokatorzy, czy go nie niszczą. Tak poznałam Rutkę. Nie byłyśmy przyjaciółkami, ale zawsze kiedy się spotykałyśmy, dużo rozmawiałyśmy. Mimo że byłam od niej starsza, nie odczuwało się różnicy wieku. Rutka wcześnie dojrzała, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym - opowiada pani Stanisława.


Pani Stanisława Sapińska

A sama Rutka pisze o sobie tak: "Jestem wysoka, szczupła, nogi niebrzydkie, w pasie wąska. Ręce mam długie, ale o brzydkich, raczej nie pielęgnowanych paznokciach. Oczy mam duże czarne, brązowe brwi, gęste i rzęsy długie. Włosy czarne obcięte krótko (..) usta ładnie wykrojone (...). W dalszej części czternastolatka skupia się na opisie swojego zachowania. Mówi o zmiennych nastrojach i skromnie pisze: "mówią, że jestem inteligentna".

Pani Stanisława potwierdza ten opis. Rodzice Rutki byli zamożni, mieli młyn a dziewczynę uczyła, przynajmniej przez jakiś czas, prywatna nauczycielka. Rutka dużo czyta. "Ja chcę się utopić z głową w książkach (...) w dobrych, filozoficznych". I wspomina o swoich lekturach. Jedna z nich, opowieść o widzeniach obłąkanego człowieka, robi na niej szczególne wrażenie "W chwilach wielkiego zdenerwowania, wiara w zaświaty jest dla mnie wielką podporą".

Za oknem wojna, okrucieństwo ale Rutka, jak każda młoda dziewczyna, próbuje żyć zwyczajnie. Przeżywa pierwszą miłość do Janka. Tęskni, płacze, kiedy chłopak ją ignoruje, cieszy się każdym sympatycznym gestem z jego strony. Ale chciałaby więcej dowodów sympatii. Marzy też o pierwszym pocałunku.

"Zdaje mi się, że obudziła się we mnie kobieta, to znaczy wczoraj, leżałam w wannie i woda pluskała ciało, zapragnęłam by mnie głaskały czyjeś ręce... nie wiem, co to jest, dotychczas jeszcze nigdy tego nie czułam...".

W pamiętniku nie brak też zapisów spotkań z rówieśnikami. Kilka imion polskich, kilka żydowskich.

- Nie było miedzy nami barier związanych z religią, pochodzeniem. Cyganie, Żydzi, Polacy. Wszyscy wychowywaliśmy się razem, razem się bawiliśmy. Źadnych animozji. Rodziny żydowskie były zwykle dwujęzyczne, a my często spolszczaliśmy imiona hebrajskie. Jaskier to był Janek, Abram - Antek, Joshe - Józek - wspomina pani Stasia.

Rutka próbuje cieszyć się swoim dorastaniem, ale obok opisów jej budzącej się kobiecości, na tej samej kartce opis dnia, kiedy zebrano Żydów na ich boisku sportowym w Będzinie "Hakoachu".

"(...) gdy wyjrzałam przez parkan zobaczyłam żołnierzy z karabinami wycelowanymi w stronę placu, na wypadek czyjejś ucieczki (...) O 3-ej przyjechał Kuczynsky i rozpoczęła się segregacja: 1- to powrót, 1a to roboty, co jest stokroć gorsze od wysiedlenia, 2- do przejrzenia a 3 - to wysiedlenie, czyli śmierć. Mama z tatą i braciszkami poszli na 1 a ja 1a.

Rutce udało się wtedy uciec... "wyskoczyłam z małej przybudówki, pierwszego piętra i nic mi się nie stało, tylko wargi miałam wtedy zgryzione do krwi (...)".

Dziewczynce coraz trudniej jednak udźwignąć niezrozumiałe dla niej psychiczne obciążenia. Pisze, że coś się w niej załamało. Jest w niej taka agresja, że "kiedy przechodzę obok Niemca (...) chciałabym znęcać się nad nim (...) tak bić i dusić mocno, coraz mocniej". Kiedy mija okres buntu i agresji, obrazy okrucieństwa są już tak silne, że w Rutce włącza się mechanizm obronny: "(...) sama widziałam, jak żołnierz wyrwał kilkumiesięczne maleństwo z rąk matki i główką z całej siły uderzył w latarnię. Mózg rozprysnął się na drzewie (...) piszę to tak jak gdyby nic, jak gdybym była doświadczonym na okrucieństwo wojskiem (...) jestem już taka obojętna...". Dwudziestego lutego 43" pisze: "Na mieście obława (...) miasto zamiera w oczekiwaniu, oczekiwaniu na to najgorsze, co może być".

I znów wraca do swoich sercowych perypetii...

- Trudno dorastać w takiej sytuacji. Trudno zmierzyć się młodemu człowiekowi z takim obrazami, które dla nas były codziennością. Ale każdy jest inny, każdy miał swój mechanizm obronny. Rutka bardzo emocjonalnie podchodziła do tego, co się działo wokół niej. Wspomniałam, że była bardzo inteligentną dziewczyną. Często dzieliła się ze mną informacjami o tym, co na froncie. Kiedy informacje były dobre, natychmiast było to po niej widać. Czasem to bardzo się dziwiłam skąd ona, skąd Żydzi mieli takie dokładne informacje - opowiada pani Stanisława.

I rzeczywiście. W lutym 1943 r. Rutka pisze, że Niemcy się cofają i są w trakcie opuszczania Charkowa. To podobno zwiastuje koniec wojny, ale... "boję się tylko, że my, Żydzi, pierwej skończymy". Dalej Rutka pisze wprost, że ma załamanie wiary: "Ta odrobinka wiary, którą kiedyś posiadałam, rozprysła się już zupełnie. Gdyby istniał Bóg, to na pewno nie pozwoliłby aby ludzi wtrącano żywcem do pieca, a małym dzieciom roztrzaskiwano główki karabinami, albo pakowano do worków i gazowano...".

- To oni musieli wiedzieć już wtedy co dzieje się w obozach, komorach gazowych? - pytam Adama Szydłowskiego.

Okazuje się, że podziemie żydowskie w Zagłębiu było bardzo rozwinięte, prężnie działały grupy młodzieży syjonistycznej. Nie żyli w nieświadomości. Przynajmniej wtedy, przynajmniej niektórzy.

Ale znów przychodzi kilka lepszych dni. Rutka dostaje pracę, jest zadowolona. Do momentu, kiedy nie zamknęli getta. Jeszcze kilka miesięcy przed tym, Rutka z niepokojem myśli, jak to będzie latem, bez kwiatów, dusić się za tym szarym murem...

Przed zamknięciem getta, spotyka się z koleżanką Stasią. To właśnie jej mówi o swoich zapiskach, ją prosi o pomoc w ich przechowaniu.

- Mówi do mnie wprost: chciałabym, żeby to po mnie zostało. Miała przeczucie swojej śmierci, tego, że nie dane jej będzie doczekać końca wojny - wspomina pani Stasia.

Tylko gdzie ukryć pamiętnik? Stasia wpada na pomysł.

- Znałam wszystkie zakamarki mojego domu, tego w którym mieszkała wtedy Rutka. Przy przejściu z parteru na piętro podest miał podwójne deski, tam była luka. I tam schowałyśmy dziennik Rutki.

To było jedno z ostatnich spotkań. Więcej się już nie zobaczyły. Pani Stanisława wspomina likwidacje getta, zarówno tego będzińskiego, jak i tego na sosnowieckiej Środuli.

- W pierwszej kolumnie szli biało ubrani rabini i głośno się modlili. Było w tym coś niesamowitego, nie wiem, może potęga tej modlitwy, ale Niemcy, którzy zwykle popychali idących karabinami, tu szli spokojnie.

Zaraz po wojnie, pani Stanisława wróciła do swojego domu przy ulicy 1 Maja. Dom był w strasznym stanie, zdewastowany najpierw przez Niemców, potem przez szukających łupów szabrowników.

- Wyrwane deski z sufitu, splądrowane właściwie wszystko. Znaleźliśmy tylko dwie rzeczy. Pamiętnik Rutki i schowane przez nas radio.

Zielony zeszyt z zapiskami czternastoletniej Rutki urywa się nagle, ale...

- Wyraźnie widać, że jest tu coś napisane, ale nie zwykłym atramentem To wygląda jak mleko. Może dałoby się to odczytać? Może Rutka chciała zaszyfrować swoje zapiski? Może pamiętnik kryje jeszcze jakąś tajemnicę? - zastanawia się pani Stasia.

Pamiętnik będzie wydany

Pani Stanisława zgodziła się przekazać zielony zeszyt z zapiskami Rutki Laskier mieszkańcom, prawdopodobnie trafi do Muzeum. A jeszcze w tym roku, zostanie on najprawdopodobniej wydany nakładem Urzędu Miejskiego.

- Kiedy przyjeżdżają do nas dawni żydowscy mieszkańcy Będzina, dzielą się swoimi wspomnieniami. Ale nie brakuje osób, którzy słuchają ich sceptycznie. Posądzają o to, że wiek i upływ czasu mógł pewne wspomnienia przejaskrawić. Dlatego te autentyczne zapiski są dla nas dowodem, na to, że tak było rzeczywiście - podkreśla Adam Szydłowski.

Magdalena Nowacka

http://bedzin.naszemiasto.pl/wydarzenia/554963.html