Mija 10 lat od czasu naszego spotkania z Ireną Sendler

Mija 10 lat od czasu naszego spotkania z Ireną Sendler Był 26 stycznia 2007 roku

 

W czwartek, 26 stycznia 2017 roku mija dziesięć lat od dnia, gdy redakcja Forum Żydów Polskich odwiedziła Irenę Sendler, aby przekazać Jej księgę z zebranymi przez nas podpisami osób, które poparły Jej kandydaturę do Pokojowej Nagrody Nobla.

Wszystko zaczęło się mniej więcej miesiąc wcześniej, gdy uczestnicy forum dyskusyjnego przy FŻP dowiedzieli się, że podobno Irena Sendler została zgłoszona do tej nagrody (późnej okazało się, że ta informacja był przedwczesna - formalne zgłoszenie nastąpiło w lutym i dokumentom przekazywanym do Komitetu Nagrody Nobla w Oslo towarzyszyła już nasz księga).



Postanowiliśmy wówczas - w grudniu 2006 roku - rozpocząć ogólnopolską akcję. Internet wyglądał wówczas inaczej niż dziś: nie funkcjonowały jeszcze miejsca, gdzie można było zamieścić petycję i zbierać podpisy; media społecznościowe o szerokim zasięgu praktycznie nie istniały - Facebook i Twitter stawiały w Polsce dopiero pierwsze, nieśmiałe kroki.

Zarówno nagłośnienie naszej akcji jak i gromadzenie podpisów było nieporównywalnie trudniejsze, niż dzieje się w podobnych sytuacjach dziś. Podpisy składane były mailowo, a członkowie redacji FŻP wprowadzali je na koniec każdego dnia na naszą stronę internetową.

Pomocy udzieliły nam portale różnych organizacji i gazet, także blogerzy oraz media pozainternetowe, jak na przykład tradycyjna prasa i radio.


Jedno z zawiadomień o naszej akcji

Jedno z zawiadomień o naszej akcji


Podpisy pod apelem do Komitetu Nagrody Nobla zamieszczały tysiące zwyczajnych ludzi - przede wszystkim z Polski, ale także z Izraela, Stanów Zjednoczonych, wszystkich krajów Europy, oraz z Kanady, Australii, Południowej Afryki. Wśród podpisujących pojawili się również politycy, pisarze, poeci, naukowcy, reżyserzy, dziennikarze, aktorzy - całkiem liczna grupa polskich i międzynarodowych celebrytów.

Oczywiście, że celem było uzyskanie poparcia dla kandydatury Ireny Sendler, ale chodziło jeszcze o coś ważniejszego: o sprawienie Irenie Sendler miłej niespodzianki i wyrażenie naszej ogromnej wdzięczności za Jej postawę i dokonania. Przez lata żyła zapomniana. Po wielu dziesięcioleciach o Jej istnieniu przypomniały uczennice z liceum w Kansas. A przecież Irena Sendler zasługiwała na wdzięczność przede wszystkim we własnym kraju. Zbliżały się Jej 97 urodziny. Mieliśmy świadomość, że czasu nie zostało wiele i trzeba działać natychmiast (Irena Sendler zmarła w maju następnego roku).



26 stycznia, na dzień przed Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu, odwiedziliśmy Irenę Sendler w Domu Opieki Ojców Bonifratrów w Warszawie. Hila Marcinkowska, Paweł Czyszek, Jarek Piotrowski i niżej podpisany. Nieobecni, ale towarzyszący nam duchem, byli pozostali członkowie redakcji FŻP: Basia Krawcowicz (wówczas w USA) i nieżyjący już bł. pamięci Itzhak Schulder (w Izraelu), którzy rozmawiali telefonicznie z panią Ireną w trakcie naszej wizyty u Niej.


Zodnie z ruchem zagara: Halina Hila Marcinkowska, Paweł Czyszek, Paweł Jędrzejewski, Jarosław Piotrowski

Zgodnie z ruchem zegara: Hila Halina Marcinkowska, Paweł Czyszek, Paweł Jędrzejewski, Jarosław Piotrowski


Spotkanie było wzruszające dla obu stron. Dla nas to było ogromne przeżycie: spotkać się i rozmawiać z człowiekiem, który uratował tyle ludzkich istnień w czasach, gdy wszystkie instytucje zawiodły, gdy potężne armie alianckie nie były w stanie zrobić nic w sprawie mordowanych ludzi, w tym dzieci. Jedyną osobą, która wypowiedziała wówczas - z grupą przyjaciół, w większości kobiet - skuteczną wojnę tej zbrodni, była ta - wtedy trzydziestolatka, a obecnie - krucha staruszka o wyglądzie dobrej wróżki.



Wręczyliśmy Irenie Sendler księgę z prawie 12 tysiącami podpisów (akcja trwała nadal i po kilkunastu dniach odwiedziłem p. Irenę znów, aby wręczyć Jej drugą księgę, zawierającą znacznie więcej nazwisk), a także okolicznościowy kubek z naszymi podpisami, no i oczywiście kwiaty.



Szkoda, że z naszego spotkania zachowało się tylko kilka zdjęć i krótki filmik. Pani Irena mówi w nim o "książce, którą wspólnie napisały tysiące osób".


 


Pani Irena była zbyt mądra, aby myśleć poważnie o szansach na otrzymanie Nagrody Nobla. Kontrkandydatem w tamtym roku był Al Gore, były wiceprezydent USA, i to on otrzymał Pokojowego Nobla za działalność w sprawach klimatycznych. Świat, reprezentowany przez Komitet Noblowski, uważał - co było do przewidzenia - że polityk z USA bardziej zasługuje na wyróżnienie, niż jakaś staruszka z Polski, która ratowała życie żydowskim dzieciom. Nie było tu żadnej niespodzianki.

Jednak nasz najważniejszy cel został osiągnięty. Irena Sendler zobaczyła - na kilkanaście miesięcy przed śmiercią - tysiące nazwisk ludzi z całego świata, którzy doceniali to, co robiła ponad 60 lat wcześniej. Do drugiej księgi z podpisami wprowadziliśmy pewną innowację: od mniej więcej 13 tysiąca zorientowaliśmy się (to Jarek Piotrowski wpadł na ten prosty a znakomity pomysł), że same nazwiska to za mało i prosiliśmy podpisujących, żeby podawali swój zawód. To całkiem inna rzecz, czytać: "Jan Kowalski", a czytać "Jan Kowalski - nauczyciel", lub "lekarz", lub "górnik". Do drugiej księgi dołączyliśmy także komentarze osób podpisujących nasz apel, w których było mnóstwo, mnóstwo podziękowań dla pani Ireny za to, czego dokonała. I wiele ciepłych słów pod Jej adresem.

Dowiedzieliśmy się później, że pani Irena w ostatnich miesiącach życia często przeglądała obie książki, czytała nazwiska ludzi, którzy podpisali nasz apel, prosiła także, żeby jej odczytywano (miała już poważne kłopoty ze wzrokiem) kolejne komentarze, podziękowania i życzenia.

Dobrze, że udało się nam zdążyć!


Paweł Jędrzejewski

24 stycznia 2017