Monika Andruszewska pisze dla nas z Kijowa

Monika Andruszewska pisze dla nas z Kijowa EUROMAJDAN: Notatki robione w tłumie...

 

W Kijowie było do wczoraj dwoje dziennikarzy z Forum Żydów Polskich: Monika Andruszewska i Dawid Wildstein. Teraz została tam Monika. Sytuacja ulega zmianie z godziny na godzinę. Nie pora na podsumowania. Jeszcze do  nich bardzo daleko. Wszystko dzieje się TERAZ. Można to wyraźnie odczytać z krótkich wpisów Moniki.


Fot. Vasil Ponomariov


Zamieszczamy je tutaj, jako dokument tych wydarzeń.

Są krótkie, lakoniczne, nie stawiają sobie za cel analizy sytuacji. Są zapisem subiektywnych wrażeń kogoś, kto jest w tłumie. Kogoś nawet bez komputera, a jedynie z telefonem komórkowym, kogoś w biegu ...

 

...

 

20 lutego, czwartek, przed południem:

SNAJPERZY STRZELAJĄ DO LUDZI. Powstańcy pokazują łuski po ostrej amunicji. Ze sceny nawoływanie o medyków na Instytutucką. Wynoszą bardzo dużo osób. Chyba właśnie spełniają się nasze wczorajsze obawy. Są osoby z postrzałami śmiertelnymi. Dziesiątki. Sanitariusze nie nadążają z wynoszeniem ciał. To jest po prostu rzeź.

 

20 lutego, czwartek, po południu:

Na ulicy leżą ofiary wyrachowanego ostrzału. Powtarzamy po raz kolejny: siły rządowe używają ostrej amunicji i strzelają do nieuzbrojonych demonstrantów.

Kiedy ludzie widzą dziennikarzy, podchodzą i pokazują znalezione łuski, najprawdopodniej z ak-47. Mają jeszcze nadzieję, że świat na to jakoś zareaguje.

 

Fot. Piotr Wyszynski

 

21 lutego, piątek, godz. 9.30:

Masada ma nowych obrońców. Oddział 50 milicjantów w pełnym umundurowaniu przeszedł właśnie na stronę rewolucji. Mówią, że będą bronić Majdanu. Pod sceną euforia. Ludzie płaczą, padają sobie w ramiona. Jedna z najpiękniejszych chwil tej rewolucji. — with David Wildstein and 4 others at ЄвроМайдан – EuroMaydan.

 

21 lutego, piątek, godz 21.00:

Na scenie nabożeństwo. Pod sceną coś niesamowitego. Tysiące świateł, pieśni religijne. Nigdy nie widziałam tu tylu ludzi. Tłum czuje swoją siłę i jest bliski sforsowania barierek. Majdan chce dymisji Janukowycza. Nie pogardziłby też powieszeniem go na latarni. - W opozycji potrzeba mężczyzn, a jeśli mężczyzni pozwalają na mordowanie chłopców, to to zdrajcy, a nie mężczyźni - mówi mi jedna z matek Majdanu. Wczoraj zginął szkolny kolega jej syna.

 

22 lutego, sobota, godz. 14.00:

Meżyhiria, czyli "być jak Janukowycz". Jesteśmy w rezydencji. Jeśli chodzi o budynki, to drań kompletnie nie ma gustu, ale park ładny. Zwiedzamy. Wszystko spokojnie. Ukraińcy krzyczą "nie deptać trawy!" Faktycznie, nie depczą. Robią zdjęcia, oglądają. Traktują teren jako dobro narodowe, o które trzeba dbać. Sława Ukrainie. Na drogach dojazdowych setki rozentuzjazmowanych ludzi. Wszyscy idą zobaczyć zdobyty emblemat władzy.

 

22 lutego, sobota, godz 17.30:

Jeszcze godzinę temu oglądaliśmy śmiejących się ludzi. Przychodzili do rezydencji Janukowycza jak na spacer do parku; z dziećmi, psami. Informacja, że Janukowycz podał się do dymisji. Rozluźnienie, radość że już po wszystkim. A potem okazało się, że Janukowycz wcale nie rozważa dymisji. Kolejny szaleniec, który woli urządzić wojnę niż zrezygnować z władzy. Porównał ostatnie wydarzenia do zamachu stanu dokonanego przez Hitlera. Szare twarze bojowców na posterunkach. Więc wojna.

 

22 lutego, sobota, godz. 19.00:

Majdan czeka na Julię Tymoszenko. Ludzie trzymają znicze. To jednocześnie kontynuacja pożegnania bohaterów. Śpiewają hymn. Rewolucjonista o aparycji ochroniarza stoi kolo mnie i płacze. Geroje nie umierają.

 

22 lutego, sobota, godz. 19.30:

Wyszła, czy też wjechała, Julia. Daje gwarancję, że chce budować nową Ukrainę. Dla tłumu to symbol nadziei. Witalij z Lwowa był na Majdanie od początku. Mówi mi, że Julia zrobi tu porządek. "Ale po Pomarańczowej nie zrobiła" zauważam."To wtedy znowu zrobimy Majdan." odpowiada twardo.

 

22 lutego,  sobota, godz. 22.00:

Cały Majdan skandował "POLSKA, POLSKA, POLSKA". Kilkadziesiąt tysięcy osób. Starszy Pan Weteran obdarzył mnie promiennym bezzębnym uśmiechem - Widzisz, dzieweczka, jeszcze Polska nie zginęła... i Ukraina też nie zginęła!" Dla takich chwil uważam, że warto było tu przyjechać. Nawet jeśli często było ciężko. Nawet jeśli wyproszą mnie teraz z pracy i uczelni za te dwutygodniowe wagary.

 

22 lutego, sobota, godz. 23.30:

Czy czuć tu zwycięstwo? Nie. Bo co to za zwycięstwo w cieniu trumien dwudziestolatków. Znicze wciąż płoną. Czuć nadzieję. Poza tym, coś co pisaliśmy już chyba wszyscy: z tą rewolucją trzeba uważać. Coś co mówimy z całą pewnością o 15, o 16 okazuje się być bzdurą i jest nostalgicznie wspominane w tonie "a pamiętasz co mówiliśmy godzinę temu? tacy głupi byliśmy". Więc nie jestem jeszcze spokojna. Majdan też nie. Dopóki Janukowycz żyje, Majdan nie będzie spokojny. Niemniej - miło jest zobaczyć w końcu fajerwerki celowane w niebo a nie w barykadę.

 

 

23 lutego, niedziela, godz. 2.00:

Janukowycz gdzieś podobno uciekł, słyszę hałas ze sceny. Lecę tam.

 

23 lutego, niedziela, godz. 14.45:

Gorzkie to zwycięstwo. Podejmowane są decyzje co do składu rządu, ale to nie tym żyje Majdan. Majdan jest wierny swoim herojom. Tonie w kwiatach. Na każdym kroku znicze. Ludzie zatrzymują się przed miejscami, w których bojowcy odeszli do anielskiej sotni, i po prostu płaczą. Rozbrzmiewa pieśń "O jak mi synku żal, tyś na moim sercu leżał".. Synkom ludzie przynoszą ciastka i cukierki. Kładą je między zniczami. Nad zdjęciem jednego z poległych słowa - Mamo, wrócę wiosną.

 

23 lutego, niedziela, godz. 17.45:

Właśnie podeszli do mnie Ukraińcy z białą różą. "Chcielibysmy z całego serca podziękować polskim dziennikarzom za to, że byli tu z nami, żyli jak my i ryzykowali dla nas. Dziękujemy za całe wsparcie, które nam okazaliście."

Idę zanieść ją w któreś miejsce pamięci.

Fot. Wojciech Jankowski

 

24 lutego, poniedziałek, godz. 3.00  nad ranem:

Majdan płonie. Tym razem - tysiącami zniczy. Ludzie ułożyli z nich ścieżkę na Instytuckiej. To droga krzyżowa herojów. Kolejne stacje wyznaczają miejsca, w których polegli. Nie jestem w stanie znaleźć wszystkich moich kolegów z barykad. Tych z którymi jeszcze kilka dni temu gadałam o Polsce, ulubionych filmach, Janukowyczu, dziewczynach. Którzy częstowali mnie czekoladą. Dziewczynka na scenie śpiewa hymn wysokim, przejmującym głosem. Myślisz sobie, że jesteś niesamowicie zdystansowany, bo bez problemu patrzysz na zabitych i nie wpadasz w panikę na dźwięk strzałów, ale potem idziesz przez morze zniczy, płaczesz z tymi ludźmi i już nic nie myślisz. Błądzisz bez celu wśród zniczy i kwiatów.

Chłopak obok mnie głośno płacze, ale potem zakłada swój hełm, klepie mnie po ramieniu i odchodzi jak mężczyzna.

 

24 lutego, poniedziałek, godz. 4.00:

Ta rewolucja dotyczyła całego narodu ukraińskiego. Ginęli za nią tak samo prawosławni, żydzi, katolicy i ateiści. Muzułmanie z czeczeńskich i tatarskich sotni.

Mówię o fladze Izraela SergiejowI. Pytam czy wie, kto ją położył, lub kogo upamiętnia. - A nie wiem, bo tu u nas dużo Jewrejów. Ja sam miałem dziadka Jewreja.

Sergiej jest członkiem tzw Wysokiej Sotni. Zajmuje się eliminacją snajperów. Twierdzi, że od snajperskich kul zginęło 180 osób.


 

 

24 lutego, poniedziałek, godz. 17.00:

Chyba wszyscy widzieli już fotografie przedstawiające Babcie Majdanu. Te, które potrafiły zdzielić krzyżem berkutowca. Które heroicznie stały pod sceną pomimo ostrzału. Które godzinami siedziały i grały rewolucyjną muzykę na kawałkach blaszek. Które przepychają Cię łokciami niosąc koktaile Mołotowa.
Chcę na chwilę odpocząć od widoku kwiatów. Podchodzę do chłopaka stojącego na warcie. To Sasza, znamy się z barykady na Hruszewskiego. Zaczynamy rozmawiać o ostatnim szturmie. Sasza opowiada o swoich dokonaniach. Trudno powiedzieć na ile prawdziwie, ale można się pośmiać. Poprawiamy sobie humor. Podoba mu się, że patrzę z podziwem i może się mną pochwalić przy kolegach. W tych dniach znanie polskiej dziennikarki budzi zazdrość. Wtem - nadchodzi Babcia z herbatą. Dziękujemy, chłodno dziś. Wracamy do opowieści Saszy. Otóż Sasza w pewnym momencie prowadził swoją sotnię do boju. Następnie walczył z Berkutowcem na pięści. Po chwili Babcia wraca z pralinkami Króla Czekoladek. Dziekujemy, w końcu to smaczne czekoladki. Sasza patrzy na Babcię lodowatym wzrokiem i próbuje wrócić do tematu. Ale Babcia znowu nadciąga. Przerywa opowieść Saszy i zaczyna lamentować nad tym, że Sasza jest jeszcze mały chłopczyk i że takich właśnie małych chłopców wielu zginęło. Czy Tobie chłopczyku nie jest dalej zimno? Przyniosę jeszcze herbatę i kanapki. Kiedy Babcia zawraca znowu z herbatą, Sasza jest już ostatecznie upokorzony. Zakłada swój hełm i oznajmia nam, że musi pełnić wartę.

Wiecie, te babcie rewolucji to po prostu babcie. Tylko niesamowicie wytrwałe babcie, które nie pozwoliły mordować swoich wnuków. A teraz martwią się czy jedli już obiad.


Fot. Konrad Falęcki


'Jedna z wielu'

Fot.  Piotr Wyszynski

Fot. Piotr Wyszynski

 

25 lutego, wtorek, 12 w południe:

Rozmawiam z angielskojęzycznym operatorem. To jeden z tych, którzy nie reagują na Tecze kacza po Tysyni. Ani na hymn. Z kamienną twarzą wyznaje mi, że się spóźnił. Jest rozczarowany, że to trwało tak krótko. Nie zdążył sfotografować ofiar snajpera.

Bez sensu przyjechał.

Pomyślał, że nagra może jak Kijów świętuje zwycięstwo, ale przecież tu nikt się nie cieszy. Czemu nikt się nie cieszy? W końcu już po wszystkim. Ile można składać kwiaty?

Nikt się nie cieszy. Dziennikarze wyjeżdżają.

W Domu Ukraińskim do lekarza przychodzi chłopak i mówi "Chcę umrzeć".

A potem znika. Lekarz Roman szuka go po budynku, ale zupełnie nie może znaleźć. Zresztą jak on w zasadzie wyglądał? Taki mały, zwykły. Smutne, podkrążone oczy.

Niebianska Sotnia wcale nie skończyła jeszcze poboru.


CDN

.....