Pomnik Jana Karskiego na Manhattanie

11 listopada W Nowym Jorku odbyło się uroczyste odsłonięcie pomnika Jana Karskiego, bohaterskiego kuriera AK, który w czasie II wojny światowej przekazał na zachód pierwszą relację naocznego świadka o eksterminacji Żydów w okupowanej przez Niemcy Polsce. Podczas uroczystości przemawiała Ewa Junczyk-Ziomecka z Kancelarii Prezydenta RP.

Kiedy w Warszawie zastanawiałam się z moimi przyjaciółmi, co w Nowym Jorku przez zaledwie kilka minut możną powiedzieć o Janie Karskim, którego życie nadaje się na książki i filmy, moi przyjaciele, reemegranci z Ameryki, odpowiedzieli - oni tam w Stanach wszystko wiedza.

Co wiemy, a czego nie - to klucz do Karskiego, który na polecenie polskiego państwa podziemnego wydostał się z okupowanej Europy, bo alianci - Anglicy, Amerykanie - nie wiedzieli o eksterminacji Żydów przez nazistowskie Niemcy, której dokonywali przede wszystkim na okupowanych terenach Polskich.

Nie wiedział brytyjski minister spraw zagranicznych Anthony Eden ani amerykański Prezydent Franklin Delano Roosevelt, nie wiedział ówczesny sekretarz stanu Hill, nie wiedziały brytyjskie i amerykańskie elity intelektualne, którym kurier polskiego państwa podziemnego przywiózł wstrząsającą wiadomość o Holocauście. Nie wiedzieli, a kiedy się dowiedzieli, to nie chcieli dać wiary. "W to nie da się uwierzyć!" - odpowiedział Karskiemu jeden z najwyżej wówczas postawionych w administracji amerykańskiej przedstawicieli środowiska żydowskiego, sędzia Sądu Najwyższego, Felix Frankfurter.

Politycy czasami nie widzą, często nie wiedzą, a kiedy się dowiedzą - nie wierzą. Karski nie był politykiem. Widział, wiedział i zareagował.

Był człowiekiem czynu.

Kiedy w październiku 1942 roku, tuż przed swoją kolejną misją kurierską spotkał się potajemnie w okupowanej Warszawie z przedstawicielami syjonistów i bundowców, dowiedział się, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, od chwili rozpoczęcia likwidacji getta warszawskiego w jednym tylko mieście wywieziono i zamordowano 300 tysięcy ludzi. Uwierzył w tę przerażającą liczbę 300 tysięcy morderstw. Uwierzył, ale przeczuwał, że inni mu nie uwierzą. Dlatego chciał się stać naocznym świadkiem i wszedł w przebraniu do getta, a potem do obozu przejściowego w Izbicy, który był ostatnim przystankiem przed obozem śmierci w Bełżcu. Zobaczył na własne oczy cierpiących Żydów polskich, którzy stali w obliczu końca świata i sadził, że stał się wiarygodnym świadkiem i posłańcem. Wierzył, że kiedy przedostanie się do wolnego świata, to tam uwierzą w jego relacje i zareagują.

Wychowany w patriotycznej rodzinie polskiej i katolickiej, dorastał w międzywojennej Łodzi, zamieszkałej przez rozmaite społeczności narodowościowe i wyznaniowe. W mieście zamieszkałym przez Polaków i Żydów, Niemców i Rosjan, katolików i wyznawców judaizmu, prawosławnych i protestantów. Liczne kontakty z ludźmi różnych języków i kultur ukształtowały w nim pojęcie ojczyzny jako wspólnego dobra wszystkich obywateli, niezależnie od ich pochodzenia i wiary. Dlatego później i już do końca życia tak dobrze czuł się w swoim drugim domu, w Stanach Zjednoczonych. Czyż może być lepsze miejsce dla pomnika tego łodzianina niż wielokulturowe i wielonarodowościowe miasto Nowy Jork?

Obie ojczyzny długo nie wiedziały, nie mówiły, nie pisały nic o Karskim. On sam przez blisko 35 lat milczał i nie wracał do wojennego koszmaru. Tylko nieliczni, niektórzy jego studenci i dawni przyjaciele domyślali się, co widział i co wiedział ten szczupły mężczyzna z błękitnymi jak niezapominajki oczami, który miał fotograficzną pamięć. Amerykanie "odkryli" go na początku lat 80. ubiegłego stulecia, Izraelczycy w 1982 roku przyznali mu tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, a dwa lata później honorowe obywatelstwo państwa Izrael, Polacy w latach 90. przyznali mu najwyższe odznaczenie państwowe. Wówczas i sam Karski przerwał milczenie. Zaczął mówić, bo okazało się, że jego misja wcale się nie skończyła. Wciąż jeszcze są ludzie i są kraje, którzy nie mogą uwierzyć albo zaprzeczają temu, że w XX wieku zdarzyła się zbrodnia Holocaustu.

Osoba i dzieło Karskiego zasługują na najwyższe uznanie i hołd. Dziś, w tym wyjątkowym dla Polaków - zarówno mieszkających w kraju, jak i za granicą - dniu Narodowego Święta Niepodległości składamy mu hołd w Nowym Jorku. Pamięć o nim posiada moc zbliżania do siebie Polaków, Żydów, Amerykanów i wszystkich wyznawców wolności, praw człowieka i obywatela oraz solidarności między narodami. Tutaj na tej ławce, jest miejsce, na którym każdy może przysiąść. O spiżowe ramie Karskiego mogą oprzeć się ci, którzy nie wiedza i ci, którzy wiedzą, ale nie wierzą. Wszyscy, którzy sądzą, że wiedzą lepiej lub myślą, że wiedzą prawie wszystko.

Na podobnej ławce w Kielcach i Łodzi nad szachownicą pochyla się Jan Karski. Tam, w Polsce i tutaj, w Stanach Zjednoczonych, przypomina nam, że trzeba słuchać posłańców, emisariuszy złych i dobrych wiadomości. Słuchajmy także zwykłych ludzi i nie pozostawiajmy ich samotnych wobec krzywdy, bólu i cierpienia, które widzą, którego doświadczają lub o którym wiedza. Po to siedzi tutaj Jan Karski, na ławeczce w sercu Manhattanu.

Słowa wdzięczności i gratulacje kieruję w imieniu Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do osób i instytucji, które przyczyniły się do realizacji tego dzieła. Wszystkim Państwu, organizatorom i uczestnikom dzisiejszego spotkania przekazuję wyrazy szacunku od polskiego Prezydenta.

Ewa Junczyk-Ziomecka